czwartek, 22 maja 2014

Rozdział trzydziesty szósty.

  Blondasek stał przede mną z spuszczoną głową. Czekałam na jego odpowiedź, ale nie zapowiadało się na to, bym ją usłyszała.
- Hej, Niall - podeszłam bliżej niego, kładąc rękę na jego ramieniu - Pamiętasz, że to ja, Kath? Twoja przyjaciółka?
- W porządku, powiem ci - westchnął, wiedząc, że i tak to z niego wyciągnę. - Chodzi o to, że Emily ma idealne życie; rodziców, którzy są gotowi zrobić dosłownie wszystko, byleby ich córka była szczęśliwa, oraz siostrę, z którą pokłóciła się ostatnio prawdopodobnie co najmniej rok temu - podniósł na mnie swoje oczy - Przyszedłem z tym wszystkim do ciebie, bo pomyślałem, że ty znacznie bardziej mnie zrozumiesz i będziesz wiedziała co robić.
- Bardzo mi to schlebia - powiedziałam, po czym zaraz dodałam; - Ale to nie oznacza, że twoja dziewczyna nie powinna o wszystkim wiedzieć. Nialler ona widzi, że coś się dzieje i zaczęła mnie wypytywać. Niczego jej nie wyjaśniłam, ponieważ sądzę, że powinieneś to zrobić osobiście. I chciałabym, żebyś zrobił to jak najszybciej, gdyż nie jest łatwo okłamywać mi Em.
- Dzięki, że dotrzymałaś obietnicy - przytulił mnie do siebie delikatnie. - Przepraszam, że postawiłem cię w takiej sytuacji. Masz rację, powinna wiedzieć co się stało, bo związek powinien opierać się przecież na szczerości. Dziś jej o wszystkim opowiem - odsunął się, patrząc mi w oczy - I nie martw się, wytłumaczę jej, że o niczym jej nie wspomniałaś, bo cię o to poprosiłem.
- Cieszę się, farbowany - uśmiechnęłam się, co chłopak natychmiast odwzajemnił.
- Skoro już tu jestem, to chciałbym wiedzieć co u ciebie - odparł, zajmując moje miejsce przy biurku, na co obdarowałam go złowrogim spojrzeniem.
- Cóż, Karen mnie zaskoczyła. Spodziewałam się, że potraktuje mnie tak, jak podczas mojej wizyty z Liamem w jej domu, i właściwie początek naszego spotkania na to wskazywał, lecz już w chwilę później okazało się, że mamy wspólne hobby i tematy do rozmów.
- To bardzo dobre wieści, Katherine! Niepotrzebnie tak się zamartwiałaś, prawda?
- Prawda - skinęłam. - Zaproponowała mi, żebyśmy ze względu na dziecko wprowadzili się do rezydencji Payne'ów.
- Zgodziłaś się? - uniósł swoją brew do góry.
- Powiadomiłam ją, że chciałabym to najpierw uzgodnić z Liamem. Dziś przy lunchu mamy przemyśleć tą ofertę.
- A ty zastanowiłaś się już, czy to dobry pomysł?
- Nie wiem, Nialler - wbiłam wzrok w ścianę.
- Sądzę, że powinnaś przede wszystkim podziękować Karen za chęć pomocy i w ramach wdzięczności, przeprowadzić się. Byłaś przerażona tym, jak sobie poradzicie z waszym małym szkrabem, skoro totalnie nie macie doświadczenia, a matka Liama przyszła z odsieczą - powiedział dość niepewnie, nie wiedząc jak zareaguje.
- Może i masz rację, ale i tak mam wątpliwości.
- Mam nadzieję, że Payno je rozwieje. Spadam na lekcje. Obiecuję, że wszystko powiem Emily. Miłej pracy - musnął delikatnie mój policzek i opuścił bibliotekę, tak jak pozostali studenci, którzy zaszyli się tutaj podczas przerwy.
  Opadłam na krzesło, zastanawiając się nad słowami przyjaciela. Zupełnie nie wiedziałam jaką powinnam podjąć decyzję.
                                                     ***
- Cześć kochanie. - Drzwi otworzył mi mój obrońca, całując delikatnie w usta na powitanie.
- Chyba ktoś ma dziś dobry humor - zaśmiałam się pod nosem, zdejmując swoje obuwie.
- To przez tą pogodę - oparł się o framugę wyjściowych drzwi i spojrzał przed siebie.
  Rzeczywiście, na zewnątrz było pięknie. Słońce delikatnie otulało zmęczone i smutne twarze, powodując szeroki uśmiech, a białe, puszyste chmury powoli przesuwały się po błękitnym niebie.
  Objęłam szatyna od tyłu.
- Jak nauka do egzaminu? - musnęłam go w szyję, musząc przy tym odrobinę podnieść się na palcach.
- Trudno się na niej skupić, kiedy ciągle o tobie myślę, a Loki zachęca mnie do wspólnej zabawy - odparł, obracając się przodem do mnie.
- Zadomowił się, więc będzie jeszcze bardziej rozrabiał - wzruszyłam ramionami.
- To nie było zbyt pocieszające - wywrócił oczami, przybliżając się do mnie i złączając nasze w usta w namiętnym pocałunku. - Natomiast to, owszem.
  Śmiejąc się, ruszyliśmy do kuchni, gdzie roznosiły się przepiękne zapachy, na które aż zaburczało mi w brzuchu, a stół był już nakryty dla naszej dwójki.
- Co upichciłeś? - zainteresowałam się, zajmując miejsce przy stole.
- Lazanię, madame - postawił przede mną półmisek z lazanią.
- Wygląda apetycznie - skomentowałam, biorąc jeden z kawałków.
  Zaczęliśmy jeść, rozmawiając o codziennych sprawach i zbliżającym się teście Liego. Próbowałam jak najdłużej zagadywać go różnymi błahymi tematami, byśmy nie zaczęli mówić o sprawie, której za wszelką cenę starałam się uniknąć.
- Mieliśmy obgadać propozycję mojej mamy - odezwał się, popijając jedzenie sokiem jabłkowym.
  Cholera.
- Tak, mieliśmy - przytaknęłam, wzdychając. Czemu łudziłam się, że zdołam ominąć tą rozmowę?
- Więc.. co o tym sądzisz? - odłożył sztućce na talerz i oparł brodę na swoich dłoniach.
- Nie mam pojęcia, Leeyum - wydukałam, zaskoczona, że w ogóle to powiedziałam.
- Masz wątpliwości? Jakie? - zmarszczył czoło, przypatrując się każdemu mojemu ruchowi.
- Oczywiście uważam, że to bardzo szlachetne ze strony Karen, że chcę nam pomóc, ale - odsunęłam od siebie pusty talerz i złożone ręce położyłam na stole - boję się, że kiedy wprowadzimy się do twojego rodzinnego domu, ktoś z domowników bądź służby mnie nie polubi, boję się, że nie będziemy mieli prywatności, boję się, że moi bliscy nie będą mogli mnie tak często odwiedzać, jak tutaj, boję się, że będziemy musieli oddać Lokiego, boję się, że będziesz poświęcał mi znacznie mniej uwagi.. Och, jest tyle rzeczy - spuściłam wzrok na swoje palce, bawiąc się kciukami.
- Przepraszam Katherine, ale.. - wybuchnął śmiechem, powodując, że zmarszczyłam czoło. Co ja takiego zrobiłam, co okazało się być tak bardzo zabawne? - Twoje wątpliwości są absurdalne. Mamy zamieszkać z moją rodziną, nie w więzieniu, kochanie.
- Liam potraktuj mnie poważnie, bo to co ci właśnie wyznałam, naprawdę zaprząta moją głowę od momentu zaczęcia tego tematu przez Karen.
- W porządku - uspokoił się, przeczesując ręką swoje włosy. - Zupełnie cię nie rozumiem. Nasza służba składa się z ludzi szczerych, miłych, uczciwych i pracowitych, więc nie ma opcji, że ktoś mógłby cię nie polubić. Jeśli zaś chodzi o członków mojej rodziny, to nie poznałaś jedynie Ruth, z którą z pewnością znajdziesz wspólny język. Loki należy do m o j e j rodziny, więc rodzice muszą uszanować obecność szczeniaka w domu. Myślę, że mogą go z czasem naprawdę polubić - uśmiechnął się wyciągając do mnie rękę. Gdy ją złapałam, wylądowałam na jego kolanach. - Twoi bliscy, to również i moi bliscy, więc mogą bywać w naszym apartamencie zawsze, kiedy będą mieli na to ochotę - przysunął się bliżej i zetknął nasze czoła, zamykając oczy. - Ty i nasze dziecko jesteście ważną częścią mojego życia. Zmieniamy tylko dach nad głową, nie nasze stosunki. Wciąż będę o ciebie dbał, pomagał ci, a co niedziele robił śniadania do łóżka, tak jak to do tej pory bywało.
  Nie wiedziałam co powiedzieć. Chłopak brzmiał naprawdę szczerze, więc nie miałam powodu do protestów. Uspokoił moje myśli, które poczęły już stwarzać czarne scenariusze.
  Pocałowałam go wśród ogarniającej nas ciszy.
- Więc mam przekazać mamie dobrą nowinę? - odsunął się ode mnie, obejmując na powrót w talii.
- Chyba tak - skinęłam.
- Bardzo mnie to cieszy - ucałował moje czoło. - Może od razu zabierzemy się za spakowanie twoich najważniejszych rzeczy?
- Co z twoją nauką? Materiału jest naprawdę wiele, a nie chciałabym byś stracił swoją szansę na spełnienie marzenia - mruknęłam, bawiąc się jego włosami.
- Pozostały jeszcze trzy dni, dam sobie radę - oznajmił.
  Payne poszedł spakować swoje ubrania, książki oraz sprzęt, który udało mu się zabrać z domu, do pokoju, naprzeciw którego każdego dnia zasypialiśmy w swoich ramionach, a w którym aktualnie siedziałam na podłodze, przypominając sobie pierwszą noc spędzoną w tym mieszkaniu, pierwszego gościa, którym był Zayn, pierwszą imprezę.. Tyle wspomnień!
- Wciąż nie zaczęłaś? - usłyszałam nad sobą głos Liego.
- Skupiłam się na wspomnieniach - bąknęłam, bawiąc się zamkiem od swojej walizki, która leżała obok, gotowa na pakowanie.
- Polubisz nasz nowy dom, przysięgam - usiadł obok mnie.
- Mam taką nadzieję - uśmiechnęłam się do niego lekko. - Hej, pomyślałam, że powinnam sprzedać moje gniazdko i za otrzymane pieniądze kupić sobie jakieś małe auto. Co ty na to? - uniosłam swoje brwi do góry.
- To dobry pomysł - przytaknął. - Ale wstrzymaj się jak na razie z sprzedażą.
- Wiem. Dopóki nie stwierdzę, że czuję się dobrze w twoim domu, nie będę nawet o tym myślała.
- Więc zabieraj się do pakowania - szturchnął mnie lekko, otwierając drzwi od mojej szafy. - Pójdę spakować twoje kosmetyki z łazienki - oznajmił, podnosząc się i opuszczając pomieszczenie.
  Wkładałam swoje ubrania do walizki, myśląc o Zaynie i jego siostrach. Powinnam do nich pójść, powiedzieć, że się wyprowadzam i porozmawiać chwilę z Malikiem. Ostatnim razem widzieliśmy się na moich urodzinach. Aż wstyd mi, że od tego czasu nie wysłałam mu nawet esemesa z zapytaniem 'co słychać?'.
  Na dnie szafy znalazłam bluzkę, którą wręczył mi Mulat w rocznicę miesiąca naszego związku. Totalnie nie trafił w mój gust, więc od razu wrzuciłam ją głęboko do szafy. To dziwne, że od tego wydarzenia minął już prawie rok. Pamiętam to wszystko, jakby działo się dosłownie wczoraj.
- Nie poradzisz sobie bez mojej pomocy, prawda? - zaśmiał się, wchodząc ponownie do pokoju i po raz kolejny widząc jak po prostu siedzę i myślę.
  Po spakowaniu przeze mnie trzech walizek; dwóch z ubraniami oraz butami, jednej z najważniejszymi rzeczami, takimi jak kosmetyki, ładowarka do telefonu czy zdjęcia, które stały na pułkach i komodach, znieśliśmy wspólne nasze walizki do salonu.
- Zadzwonię do Noela, żeby przyjechał. Nie uda nam się zanieść tego bagażu i Lokiego. Jest tego zbyt wiele - odezwał się Liam, znosząc z góry ostatnią walizkę.
- Kim jest Noel? - zainteresowałam się.
- Szofer, który pracuje dla nas od bardzo dawna. To facet w średnim wieku, z żoną i dwójką dzieci - wyjaśnił.
- Żyjesz jak w bajce - mruknęłam, poprawiając swoje długie, brązowe włosy.
- Moi rodzice za wszelką cenę starali się, by zapewnić mnie i moim siostrom jak najwygodniejsze życie, jednocześnie nie zapominając o rodzinnym cieple.
- To dobrze. Większość rodziców skupia się na pracy, totalnie olewając swoje pociechy - pokręciłam lekko głową, a potem spojrzałam na niego z nadzieją. - Masz coś przeciwko, jeśli pójdę do sąsiadów? Chciałabym im powiedzieć, że się wyprowadzamy i pogadać chwilę z Zaynem, jeśli będzie w domu.
- Dlaczego pytasz mnie o pozwolenie? - zdziwił się, unosząc brwi. - Śmiało, idź. I pozdrów ode mnie Zacka!
  Musnęłam delikatnie policzek szatyna i po obraniu obuwia, ruszyłam do mieszkania znajdującego się obok mojego. Nacisnęłam na dzwonek i po kilku sekundach drzwi otworzyła mi Trisha.
- Dzień dobry - powitałam ją z uśmiechem, co natychmiast odwzajemniła.
- Witaj, Katherine. - Wpuściła mnie do środka. - Dziewczyny są w pokoju Wal, a Zayn u siebie - powiadomiła mnie.
- Dziękuję.
  Skierowałam się do pierwszego wskazanego przez kobietę miejsca.
- Hej - weszłam do środka.
- Kath! - zawołały równocześnie, śmiejąc się pod nosem.
- Co słychać? Co porabiacie? - Usiadłam obok nich na łóżku.
- Doniya ma w przyszłym tygodniu randkę, z przystojniakiem którego poznała w Sturbuksie, rozlewając na niego kawę, i szukamy dla niej czegoś odpowiedniego na tę okazję - wypaliła jednym tchem Waliyha, jak to miała w zwyczaju, kiedy była czymś nieźle podekscytowana.
- Co to za przystojniak? - poruszyłam zabawnie brwiami.
- Ma na imię Ben, jest wysokim blondynem o niebieskich oczach i cudownym uśmiechu - odparła, nie mogąc powstrzymać uniesienia kącików ust do góry.
- I ma seksowny głos - dodała za nią Wal.
- Wydaje się naprawdę hot - zachichotałam. - Będę trzymać kciuki, żeby randka wyszła jak najlepiej!
- Dzięki.
- Muszę wam coś powiedzieć - zaczęłam, powracając do poważnego wyrazu twarzy.
- Nie strasz nas tą swoją miną, tylko gadaj co się dzieje - zmarszczyła czoło młodsza z sióstr.
- Zdecydowaliśmy się z Liamem na przeprowadzkę do jego rezydencji, ze względu na dziecko, więc obawiam się, że nie będziemy dłużej sąsiadkami - zrobiłam smutną minę, dodając; - Ale możecie wpadać, kiedy wam tylko najdzie ochota, do mojego nowego miejsca zamieszkania.
- Rezydencji? - Waliyha otworzyła szerzej oczy. - Jak wielki jest jego dom?
- W a l! - skarciła ją Doniya, spoglądając na mnie przepraszająco. - Oczywiście będziemy odwiedzać cię jak najczęściej. Nie zapomnij nas powiadomić, jeśli będziesz chciała pójść na zakupy!
- Wy również nie zapomnijcie - wstałam z łóżka, powoli kierując się do drzwi. - Miło było was zobaczyć. Pa!
- Pa! - odpowiedziały równocześnie, machając rękoma.
  Stanęłam na korytarzu, przed wejściem do pokoju Malika. Wzięłam kilka wdechów i wydechów za nim nacisnęłam na klamkę.
  Weszłam do pomieszczenia, rozglądając się. Już nie pamiętam kiedy byłam w nim ostatni raz. Mulat siedział na łóżku, żywo gestykulując rękoma, by nadać rozmowie telefonicznej odrobinę emocji.
- Przepraszam, oddzwonię później - odparł, kiedy zobaczył jak wchodzę przez framugę drzwi. - Cześć, Kath - uśmiechnął się szeroko, wskazując na miejsce obok siebie.
- Z kim rozmawiałeś? - spytałam, siadając obok niego.
- Z Eve - odpowiedział, nie przestając się uśmiechać.
- Naprawdę? - zamrugałam kilkakrotnie.
- Naprawdę - powtórzył.
- Widzę, że dobrze się dogadujecie - spojrzałam na niego podejrzliwie, a on od razu zrozumiał co próbuję od niego wyciągnąć.
- Po twoich urodzinach zadzwoniłem do wujka - zaczął, poważniejąc - On poradził mi, bym zmierzył się ze swoją przeszłością, co korzystnie na mnie wpłynęło, ponieważ mimo tego, że jesteś teraz z innym facetem, nie chciałem cię stracić i ważna jest dla mnie twoja przyjaźń. Od zawsze dawał mi dobre rady, więc postanowiłem zaciągnąć się jego zdania i tym razem. Nie wiedziałem co zrobić w związku z Eve. To naprawdę fantastyczna dziewczyna. Wuj zasugerował mi, bym spróbował małymi krokami. Myślałem nad tym całą niedzielę, przez co wydawałem się być trochę nieobecny, martwiąc tym Doniyę. Również i z nią obgadałem ten temat. Przyznała rację wujowi, zachęcając mnie do wysłania Eve miłej wiadomości. Zgodziłem się. Zaczęliśmy esemesować. Dziś po raz pierwszy do mnie zadzwoniła, bo niezupełnie wiedziała co ma z robią z zatkaną toaletą - zachichotał.
  Słuchając tego, wydawało mi się, że to jakiś sen. Przecież jeszcze niedawno to ja byłam dziewczyną Zayna, która była zazdrosna o każdą laskę, która kiedykolwiek na niego spojrzała. A teraz oboje żyjemy wyłącznie w przyjacielskich stosunkach i nie ogarnia mnie zazdrość, czy złość, bo Malik zaczyna nowe życie, które prawdopodobnie podzieli z Eve.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę! - aż klasnęłam w dłonie, nie mogąc pohamować wkradającego się na moją twarz uśmiechu.
- Też się cieszę.
- Więc kiedy randka? - uniosłam swoją brew do góry.
- R-randka?
- Chyba nie myślałeś, że wasza relacja będzie opierać się jedynie na esemesach i ewentualnych rozmowach telefonicznych - wywróciłam oczami, siadając po turecku.
- Owszem. Ale nie zastanawiałem się jeszcze nad.. randką - spuścił wzrok.
- Zayn - powiedziałam uroczyście, czekając aż znów na mnie spojrzy. - Skoro tak dobrze się dogadujecie, powinniście się umówić. Wiem, że randka może być dla ciebie większym krokiem, na który nie jesteś jeszcze gotów, dlatego myślę, że moglibyście się spotkać jako przyjaciele.
- Nie wiem czy to dobry pomysł - westchnął.
- Spróbuj, Zayn. Pójdźcie na imprezę do Andy'ego, która odbędzie się jutro w jego domu. Nie będziecie skazani wyłącznie na swoje towarzystwo i dodatkowo oboje odrobinę się zabawicie.
- Cóż.. To nie najgorszy plan - przyznał, rozluźniając się.
  Dalsza rozmowa kręciła się wokół imprezy u Samuelsa. Wciąż nie mogłam nadziwić się temu, z jaką łatwością przyszło nam siedzieć obok siebie i normalnie rozmawiać, po tym wszystkim, co nas łączyło i jak silne były nasze uczucia. To oczywiście nie oznaczało, że chciałabym cokolwiek zmieniać.
- Chyba powinnam się już zbierać. - Na moją twarz wstąpił grymas, kiedy Payne wysłał mi esemesa z wiadomością, że Noel będzie za dwie minuty.
- Zostań jeszcze - poprosił, rzucając mi błagalne spojrzenie.
- Muszę iść, Malik - wstałam z łóżka. - Przyszłam tutaj, by powiedzieć ci, że razem z Liamem przeprowadzamy się do jego rodziców. Robimy to ze względu na dziecko, sam rozumiesz, brak doświadczenia i wiedzy na temat niemowląt nie pozwoliłby nam na przetrwanie w moim mieszkaniu.
- Szkoda, że już nie będziemy sąsiadami. Mam jednak nadzieję, że to nie znaczy, iż nasze stosunki ulegną zmianie.
- Skąd! - zapewniłam go.
  Mulat wstał i podszedł do mnie, otaczając swoimi ramionami. Objęłam go wokół talii, kładąc głowę na jego ramieniu.
- Dziękuję za rozmowę - powiedział, odsuwając się ode mnie.
- Cała przyjemność po mojej stronie - uśmiechnęłam się. - Zapomniałabym! Masz pozdrowienia od Liego. - Przypomniałam sobie nagle.
- Również go pozdrów.
- W porządku. Pa!
- Narazie, Kath!
                                                     ***
  Noel okazał się być naprawdę miłym facetem, z którym przyjemnie odbyliśmy drogę do rezydencji Payne'ów. Po zaparkowaniu przez niego czarnego Range rovera, wysiedliśmy z samochodu, zabierając swoje walizki, z którymi pomógł nam Noel.
- Witaj w domu, kochanie - powiedział do mnie szatyn, całując w policzek.
  Przez kilka sekund rozglądałam się, jakbym była tutaj po raz pierwszy. Nie mogłam uwierzyć, że przyjdzie mi mieszkać w tym apartamencie, który był niezwykle duży i elegancki, czyli zupełnie nie pasujący do tak prostego człowieka, jakim jestem ja.
- Maya! - zawołał donośnie chłopak.
  W chwilę później stanęła przed nami młoda dziewczyna o długich blond włosach, niebieskich oczach i szczupłej figurze. Była niewiarygodnie śliczna. I pachniała drogimi, słodkimi perfumami, o których zawsze marzyłam.
- Tak, Liam? - zaszczebiotała, poprawiając swoje włosy.
- Czy mój pokój jest przygotowany? - zapytał, obejmując mnie ramieniem.
- Wszystko jest gotowe - potwierdziła skinieniem głowy, nie odrywając wzroku od Liego.
- Dobra robota. Jutro z rana rozpakujesz nasze walizki, brudne rzeczy wrzucając do prania.
- Jej też? - Maya wskazała na mnie palcem, krzywiąc się.
- Katherine jest moją dziewczyną, która w dodatku jest w ciąży. Chciałbym, żebyś dobrze ją traktowała - powiedział stanowczo.
- Tak jest, szefie - zasalutowała mu, odchodząc od naszej dwójki z grymasem.
  Chciałam wypytać o Mayę, ale uznałam, że to zbędne. Może tylko wydawało mi się, że dziewczyna mnie nie polubiła?
  Wnieśliśmy nasz bagaż do pokoju Liama, w którym pachniało cynamonowym odświeżaczem powietrza, a samo pomieszczenie błyszczało czystością.
- Wszyscy do późna są dziś w pracy, więc dopiero jutro poznasz Ruth i przywitasz się z pozostałymi członkami rodziny - poinformował mnie mój obrońca.
- Myślisz, że Ruth mnie polubi?
- To jest prawie pewne - zaśmiał się i podszedł do mnie, obejmując w talii. - Co ty na to, byśmy wzięli wspólny prysznic? - zaczesał moje włosy za ucho. - Mamy specjalnie przyrządy do masażu - zachęcił mnie, uśmiechając się łobuzersko.
- Chodźmy! - zawołałam radośnie, nie mogąc się już doczekać chwili relaksu.
                                                    ***
   W momencie, w którym przekroczyłam próg biblioteki, wracając od kserokopiarki, zadzwonił dzwonek na przerwę. Usiadłam za swoim biurkiem, porządkując papiery pana Wrighta, które musiałam skopiować, a w pomieszczeniu zaczęli gromadzić się studenci. Wtem dostrzegłam Martinę i jej wykrzywioną w grymasie twarz, z którą zmierzała w moją stronę.
- Co się stało? - wypaliłam zmartwiona.

___________________________________
Od autorki: Witajcie kochani! O cholera, ale gorąco, co? Tęskniłam za taką pogodą, a wy? :)
 Jak podoba wam się trzydziestka szóstka? Obstawialiście, że Nialler miał właściwie błahy powód by nie mówić Emily o jego problemach, czy podejrzewaliście, że to coś znacznie poważniejszego? Co sądzicie o wątpliwościach Kath, które ogarnęły ją przed podjęciem decyzji wprowadzenia się do Payne'ów? Były słuszne? Jak oceniacie relację Katherine i Liama? Myślicie, że polubicie Noela? A co z Mayą? I dlaczego Martina zjawiła się w bibliotece z nie najlepszą miną? Czekam na wasze komentarze ♥
 Jeszcze tydzień do mojego komersu, a 37 dni do końca roku szkolnego! ☺
 Miłego dnia, kociaki. xx

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział trzydziesty piąty

- Mam dla ciebie propozycję - powiedział biznesowym tonem, splatając swoje dłonie, a następnie kładąc je przed siebie na biurku.
- Czego dotyczy? - odezwałam się zainteresowana.
- Pomyślałem, że skoro podczas lekcji masz wolny czas, może pomogłabyś w niektórych sprawach naszej sekretarce? Ma masę roboty i wciąż nie dostaję niczego na czas - westchnął. - Oczywiście dostaniesz większą pensję, jeśli zgodzisz się na mój pomysł.
- To bardzo szlachetne z pańskiej strony, ale ja się na tym wszystkim nie znam - odparłam.
- Do twoich obowiązków będzie należało odbierać telefony i umawiać mnie na różnego rodzaju spotkania oraz drukowanie i kopiowanie dokumentów. Mam nadzieję, że jesteś w stanie temu podołać? - uniósł swoją cienką brew do góry.
- Cóż, jeśli to należałoby do moich zadań, to sądzę, że mogę się zgodzić - uśmiechnęłam się.
- Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć - odwzajemnił gest.
- Och - wyrwało mi się, na co zmarszczył brwi, niezupełnie wiedząc co chodzi mi po głowie. - Panie Wirght ja.. jestem w ciąży.
- Ależ to świetna wiadomość! - aż klasnął w dłonie. - Gratulacje!
- Bardzo dziękuję - skinęłam - Ale biorąc pod uwagę ten fakt, będę pomagać pańskiej sekretarce tylko przez pół roku i nie wrócę już do pracy w tym roku szkolnym.
- Nie przejmuj się tym, Katherine - pokręcił lekko głową. - Na okres twojego urlopu macierzyńskiego zatrudnimy kogoś innego.
- Więc jestem teraz asystentką pani Elli?
- Owszem, jesteś. Będziecie się dobrze dogadywać, ponieważ Ella to pogodna, miła i zawsze chętna do pracy kobieta, właściwie niewiele starsza od ciebie.
- Mam taką nadzieję! Jeszcze raz panu za dziękuję. Nie tylko za to, co robi pan dla mnie, ale także dla mojego chłopaka.
- Nie ma za co. Liczę na to, że rozmowa Liama przebiegnie rewelacyjnie.
- Ja również - zgodziłam się.
- W porządku, możesz wrócić do swojej pracy. Dziś jeszcze wykonujesz swoje dotychczasowe obowiązki. Jutro Ella dostarczy ci mój harmonogram, a ja postaram się by zamontowano telefon w bibliotece, dzięki czemu nie będziesz musiała się zbytnio fatygować, szczególnie kiedy nosisz w swoim brzuchu rozwijający się płód - uniósł kąciki ust do góry.
- Jeszcze raz za wszystko dziękuję! - powiedziałam, wstając. - Do widzenia.
- Do widzenia - odpowiedział.
  Kiedy usiadłam na swoim obrotowym krześle, okręciłam się wraz z nim wokół własnej osi, mając ochotę skakać i piszczeć na cały regulator. Zamartwiałam się tym, skąd weźmiemy pieniądze na utrzymanie dziecka, a Wright przyszedł z odsieczą, proponując mi podwyżkę za dodatkową robotę. Cóż za dobra wiadomość!
  Na kolejnej przerwie w bibliotece zjawił się Harry, jak zwykle siadając na moim biurku. Opowiedziałam mu w skrócie o przyjętej przeze mnie propozycji dyrektora, a następnie o wizycie w rezydencji Payne'ów.
- Dziś wieczorem mam kolację z Karen. - Na mojej twarzy zagościł grymas.
- Chyba nie masz ochoty na nią pójść - spostrzegł.
- A ty miałbyś? Pamiętasz jak się wczoraj wobec mnie zachowywała. Jak sobie poradzę bez Liego, który cały czas stawał w mojej obronie? - rozłożyłam bezradnie ręce.
- Jesteś Katherine Tomlinson - wywrócił oczami - Pójdzie ci doskonale.
- Trzymaj za mnie kciuki - rzuciłam, opierając się plecami o oparcie krzesła. - Co u ciebie i Martiny?
- Sądzę, że właśnie odbyliśmy swoją pierwszą sprzeczkę - zachichotał, poprawiając swoją grzywkę.
- I ani trochę się tym nie przejąłeś? - zdziwiłam się.
- Po prostu śmieszy mnie powód naszej kłótni - wzruszył ramionami.
- Czy będzie dane mi go poznać? - spytałam nonszalancko, na co obdarował mnie swoim pięknym uśmiechem, wywołującym moje dwa, ulubione dołeczki w policzkach.
- Martina sądzi, że może mieć mnie na własność, dlatego podczas najbliższej imprezy dla studentów naszego uniwersytetu, którą organizuje Amanda Wilson, według niej powinienem być przez cały czas z nią. Znasz mnie i wiesz, że lubię bawić się z innymi, szczególnie kiedy nie mam okazji pogadać z nimi na szkolnym korytarzu.
- Powinieneś wziąć pod uwagę fakt, że Tini jest tutaj nowa i właściwie nikogo nie zna, dlatego chciała przez całą imprezę trzymać się twojego boku.
- Przez cały czas myślałem, że jest po prostu zazdrosna. - Uśmiech natychmiast zniknął z jego twarzy.
- Z pewnością jest zazdrosna. Nie ukrywajmy, jesteś seksowny Styles. - Zaśmialiśmy się oboje. - Ale uważam, że twoim zadaniem jest zapoznać ją z twoim znajomymi - dodałam zaraz, odrobinę poważniejąc.
- Tak zrobię - wyszczerzył swoje bielutkie ząbki. - Dzięki, Kath.
- Od tego są przyjaciele - mrugnęłam do niego.
  Kiedy zagłębiałam się w ostatnią część sagi Zmierzch, usłyszałam kroki dobiegające z korytarza. Podniosłam głowę znad książki i przekonałam się, że to Louis. Wszedł do biblioteki z wciśniętymi w kieszenie rękami oraz uśmiechem na twarzy.
- Cześć, siostrzyczko - odrzekł, zabierając jedno z krzeseł, a następnie stawiając je naprzeciw mnie.
- Lou? Co tutaj robisz?
- Przyszedłem cię odwiedzić w pracy, to takie dziwne? - uniósł swoją brew do góry, poprawiając swoje włosy.
- Dziwne, bo rzadko się to zdarzało. Szczególnie w godzinach twojej pracy - zmarszczyłam czoło, lustrując jego ciało.
- Miałem okienko i postanowiłem przyjść - wyjaśnił.
- A twoim powodem było..?
- Już nie mogę odwiedzić mojej młodszej siostry w pracy? - skrzyżował swoje ręce na klatce piersiowej, strzelając do mnie głupie miny.
- Louis znam cię - przewróciłam oczami, opierając brodę na łokciach.
- Okej, okej - zmienił pozycję, a na jego twarz znów wrócił uśmiech. - Przyszedłem tutaj, żeby ci podziękować. Zachowywałem się jak totalny gówniarz, próbując uciekać od rozmowy z Alice i sięgając po odstresowujące środki, takie jak papierosy. Nie wiem jak bym skończył, gdyby nie ty.
- Jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu, nie mogłam pozwolić na to, byś robił głupstwa.
- Wiem - przytaknął. - Gadałem z Alice.
- I jak? - zainteresowałam się.
- Ucieszyła się, że byłem z nią szczery, a także, że wreszcie poznała powód moich złych humorów i dziwnych zachowań. Dała mi do zrozumienia, że niepotrzebnie martwię się tym, że po ślubie wszystko może ulec zmianie, ponieważ małżeństwo to tylko durny świstek, a nasza relacja się nie zmieni. Dodała również, że mój strach przed małymi dziećmi i ojcostwem jest jak najbardziej normalny i zdecydujemy się założyć rodzinę, kiedy będę na to gotów.
- Tommo to są świetne wieści! Od początku mówiłam ci, że powinieneś porozmawiać z Johnson - zawołałam uradowana.
- Obiecuję, że następnym razem posłucham cię od razu - odrzekł uroczystym tonem. - Przyszedłem też zapytać o wczorajszy przebieg wizyty u lekarza - spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Będziesz miał siostrzenicę lub siostrzeńca, braciszku - oznajmiłam, znów opierając się głową o oparcie skórzanego krzesła.
- Więc naprawdę jesteś w ciąży?!
- Tak - skinęłam.
- Gratulację! - krzyknął, uśmiechając się szeroko.
- Dzięki, Lou.
- Wydaje mi się, czy to ja bardziej cieszę się z twojej ciąży? - podrapał się po głowie, nie bardzo rozumiejąc moje zachowanie.
- Chyba strach przed zostaniem rodzicem jest rodzinny - westchnęłam, bawiąc się swoimi palcami. - Ani ja, ani Liam nie mamy doświadczenia z dziećmi. Jak my sobie poradzimy?
- Hmm.. - przyłożył swój palec do ust, co oznaczało, że głęboko się nad czymś zastanawia. - Pójdziesz na kurs dla matek. Poszukamy też odpowiednich książek dotyczących ciąży i opieki nad niemowlętami, bo z pewnością takie istnieją - znów zamyślił się na chwilę - I oczywiście możesz liczyć na mnie i Alice. Choć również nie znamy się na tych sprawach, chcemy wam pomóc.
- Czy mówiłam ci już kiedyś, że jesteś najlepszym bratem a świecie?
- Czekaj, co? Nie dosłyszałem chyba - nastawił swojego ucha, a ja wybuchnęłam śmiechem. - Nie chcę być wścibski, ale poradzicie sobie finansowo?
- Liam ma dziś rozmowę o pracę jako strażak, a ja od jutra będę miała dodatkowe zadania do wykonania, za które dostanę wyższą pensję - odpowiedziałam.
- Cieszę się, że nie będziecie mieli kłopotu z utrzymaniem waszego syna.
- Płeć dziecka poznamy za kilka miesięcy, Louis - przewróciłam oczami.
- Maszyna w mojej głowie podpowiada mi, że to będzie mały facet - wskazał na swoją głowę, mając oczywiście na myśli mózg.
- Dlaczego tak bardzo chciałbyś, bym urodziła chłopczyka? - podniosłam swoją brew do góry, wpatrując się w jego niebieskie oczy. Pamiętam jak kiedyś zapytałam Marka, czy Lou jest adoptowany, bo ma inny kolor oczy ode mnie. Dowiedziałam się wtedy, że odziedziczył tę cechę po naszym dziadku.
- Bo chciałbym go tak dobrze nauczyć grać w FIFĘ, że Liam nie zdoła go pokonać - potarł swoje dłonie, jakby miał w zanadrzu jakiś śmiertelnie chytry plan.
- Będę się modlić każdego dnia, żeby urodziła nam się dziewczynka.
- Jesteś niewdzięczna - wystawił w moją stronę język, po czym zmienił pozycję na krześle i znów się odezwał; - Jak się sprawuje Loki? Dużo rozrabia?
- Musicie z Alice koniecznie go poznać. Jest strasznie uroczy i kochany. No, poza tym, że ciągle musimy po nim sprzątać - odparłam.
- Zawsze chciałaś mieć psa, powinnaś być na to przygotowana.
- Taa.
- Wyglądasz na odrobinę zatroskaną. Coś się dzieje, Kath?
- Martwię się o Niallera. Chciałabym mu jakoś pomóc, sprawić, żeby poczuł się lepiej, żeby nie był taki przygnębiony, ale nic nie mogę na to poradzić. Poza tym idę dziś na kolację z mamą Liego i boję się, że nie pozostawi na mnie suchej nitki.
- Czy Niall nie ma urodzin 13 października*?
- O mój Boże, Louis! Tak, zróbmy mu niespodziankę! To na pewno go ucieszy! - klasnęłam w dłonie.
- Czasami zastanawiam się, czy przypadkiem nie umiesz czytać ludziom w myślach - zrobił głupią minę, a potem spoważniał i kontynuował; - Co do urodzinowej niespodzianki, wszystko jeszcze dokładnie obgadamy. A co do twojej kolacji.. czemu tak złowrogo jesteś nastawiona do matki Payne'a?
- Byliśmy wczoraj w ich rezydencji. Geoff i Nicola, siostra Liama, okazali się dość mili, ale Karen potraktowała mnie dosłownie jak śmiecia. Nie wiem dlaczego zgodziłam się pójść do Rossington Hall - pokręciłam lekko głową.
- Nie bądź taką pesymistką, Katherine. Skoro ona również ma się tam zjawić, to znaczy, że chce ci dać szansę.
- A może chce dać mi forsę w zamian za zostawienie Liego albo, co gorsza, za usunięcie dziecka?
- Naoglądałaś się za dużo filmów - zaśmiał się pod nosem. - Wszystko będzie dobrze, zapewniam cię. Będę trzymał kciuki - ścisnął swoje dłonie w pięść i usniósł do góry.
- Dzięki, Tommo.
                                                           ***
  Po powrocie z pracy usiadłam do stołu z moim obrońcą, który przygotował na lunch Risotto z dynią, pochodzące z włoskiego jadłospisu. Skorzystał z przepisu, który podała mu Eve, gdy rozmawiali o gotowaniu wraz z Zaynem i Alice na moich urodzinach.
- To jest pyszne - oznajmiłam, biorąc pierwszego kęsa.
- Cieszę się, że ci smakuje - odrzekł, uśmiechając się.
- Jak twoja rozmowa?
- Jeśli chcę zostać strażakiem, muszę przejść przez odpowiednio ułożony egzamin, a następnie trzymiesięczny kurs. Jeśli przejdę przez to wszystko, przyjmą mnie na okres próbny, który będzie trwał pół roku. Jeżeli dobrze się spiszę, wezmą mnie na stałe - odpowiedział, popijając sok pomarańczowy.
- Kiedy masz ten egzamin?
- W poniedziałek. Dostałem kilka dni na powtórzenie materiału.
- Czuję, że przez najbliższe dni jeszcze bardziej zżyję się z Lokim. - Zaśmialiśmy się.
  Sprzątnąwszy po lunchu, usiedliśmy w salonie. Niecierpliwie wyczekiwałam nadejścia Emily, która miała mnie uratować nie tylko poprzez pożyczenie sukienki, ale także poprzez nauczenie mnie kilku dobrych manier, jakie powinnam zachować, będąc w drogiej i eleganckiej restauracji.
- Wreszcie - mruknęłam do siebie, słysząc dzwonek do drzwi.
- Hej, kochanie - przywitała mnie, zaraz po wejściu do środka.
- Dobrze, że jesteś.
  Udałyśmy się na górę. Forbes rozłożyła przede mną trzy kiecki, oznajmiając, że nie mogła się zdecydować, która spodoba mi się najbardziej. Ułożyłam usta w dzióbek, zastanawiając się, którą powinnam założyć.
- Co sądzisz o tej czarnej, z prześwitującym materiałem na dekolcie? - odezwałam się w końcu, zakładając ręce na biodra.
- Nie uważasz, że jest zbyt odważna na kolację z przyszłą teściową? - zachichotała, podnosząc ją do góry.
- Taylor z pewnością by ją ubrała - powiedziałam, zdejmując z siebie spodnie.
- Tylko mi nie mów, że blondie jest teraz twoim autorytetem.
- Skąd.
  Kiedy ubrałam na siebie sukienkę, podążyłyśmy do łazienki. Emily usiadła na muszli, a ja stanęłam przed lustrem, zastanawiając się co powinnam zrobić z włosami.
- Jak mam się zachowywać? - bąknęłam.
- Bądź miła, nawet jeśli źle skomentuje twój ubiór. Nie mów za dużo i nie przerywaj jej, kiedy będzie coś mówić, a wiem jak bardzo lubisz to robić. - Otworzyłam usta, ale zdałam sobie sprawę z tego, co właśnie powiedziała, więc na powrót je zamknęłam. - Siedź wyprostowana, używaj noża i widelca. Przemawiaj uroczystym tonem do obsługi. W skrócie; zachowuj się jak 35 letnia sztywniara z kupą kasy na koncie.
- Przysięgam, że jeśli uda mi się zrobić dobre wrażenie, to zapiszę się do jakieś szkoły aktorskiej i w przyszłości zobaczysz mnie na dużym ekranie, grającą główną rolę u boku jednej z tych hollywoodzkich gwiazd.
  Poprosiłam dziewczynę, by pomogła mi z fryzurą. Zdecydowała, że do tej sukienki idealnie będzie pasować wysoka kitka, więc zastosowałam się do jej rady i zaczęłam układać swoje włosy w odpowiedni sposób.
- Hej, nie sądzisz, że Nialler ostatnio jest jakiś smutny? - odezwała się.
- Niczego takiego nie zauważyłam. - Och, zabiję blondaska, że stawia mnie w takiej sytuacji. Em jest moją najlepszą przyjaciółką i nigdy wcześniej jej nie okłamywałam, aż do teraz. Dlaczego właściwie niczego jej nie powiedział?!
- Cóż, wydaje mi się, że co jest na rzeczy - westchnęła.
- Rozmawiałaś z nim na ten temat?
- Tak. Zapewnił mnie, że wszystko jest w porządku.
  Nie wiedziałam, co mam jej odpowiedzieć. Dalej brnąć w kłamstwa? Wyznać jej co dzieje się w domu Horanów? Ugh, definitywnie muszę jutro porozmawiać z Niallem.
  Kiedy byłam gotowa, obie zeszłyśmy na dół. Liam mocno mnie do siebie przytulił na pożegnanie, szepcząc mi do ucha, że nie pożałuję, iż zgodziłam się na tą kolację oraz, że wszystko przebiegnie w przyjemnej i przyjaznej atmosferze.
  Chciałabym mu uwierzyć.
  Emily rozstała się ze mną w połowie drogi, wracając do swojego domu. Ja wciąż kroczyłam przed siebie, zdenerwowana jak nigdy przedtem. Chcę już mieć to wszystko za sobą.
- Dzień dobry - powiedziałam do Karen, przeglądającej menu.
- Witaj, Katherine - bąknęła, nie odrywając oczu od kartek.
  Poprosiłam kobietę, żeby zamówiła mi to samo, co ona wybierze, ponieważ nie byłam w tej restauracji dotychczas i nie znam się na jedzeniu, jakie w niej serwują.
  Po złożeniu zamówienia elegancko ubranemu kelnerowi, wreszcie przeniosła swój wzrok na mnie.
- Będę z tobą szczera - odezwała się w końcu - Chcę żebyś wiedziała, że nie jestem w stanie pokochać żadnej innej dziewczyny Liama tak mocno, jak Taylor.
  Skinęłam głową, przypominając sobie o radzie Forbes, bym nie przerywała Karen w mówieniu.
- Mimo to, postanowiłam dać ci szansę - dokończyła po dłuższej chwili, wpatrując się we mnie łagodnym spojrzeniem.
- Jeśli mogłabym spytać, co spowodowało, że się pani na to zdecydowała? - Błagam, niech mnie ktoś zabierze. Czuję, jakby serce miało zaraz wyrwać się z mojej klatki piersiowej.
- Rozmowa z moim synem. Co nie co mi o tobie opowiedział, prosząc bym chociaż spróbowała przekonać się, że jesteś godna przystąpienia do naszej rodziny - odparła nonszalancko, poprawiając leżącą przed nią serwetkę.
- W takim razie mam nadzieję, że pani nie zawiodę - uśmiechnęłam się lekko.
  Kobieta zaczęła wypytywać mnie o czasy dzieciństwa i moje stosunki z rodzicami, za nim wraz z Louisem zamieszkaliśmy w sierocińcu. Ku mojemu zaskoczeniu ton jej głosu był spokojny, tak jak i wyraz jej twarzy. Gdzie podział się chłodny stosunek i przenikliwy wzrok? Czyżby Payne miał rację, mówiąc, że jego mama potrafi być dobrym człowiekiem?
  Potem okazało się, że mamy wspólne hobby; czytanie. Wymieniłyśmy się paroma tytułami dobrych książek oraz ich fabułami, a w międzyczasie dostarczono nam pyszne jedzenie.
- Jestem niezwykle zaskoczona, że to mówię, ale chyba naprawdę zaczynam cię lubić - uniosła lekko kąciki swoich ust do góry. Czy ja śnię?! - Dlatego chciałabym żebyście z Liamem wprowadzili się do naszego domu. Potrzebujesz wokół siebie osób, które przeszły już doświadczenie z ciążą i małym dzieckiem.
- To bardzo szlachetne z pani strony, ale za nim podejmę jakąkolwiek decyzję, chciałabym to skonsultować z Liamem. Mam nadzieję, że to nie sprawia pani kłopotu? - spytałam, modląc się by jej wrogość nie powróciła.
- Oczywiście - skinęła.
                                                            ***
  Kolacja w towarzystwie mamy Liego przebiegła naprawdę dobrze. Może to wiadomość o tym, że Christine całkiem niedawno zmarła na raka, a Mark ponad swoje dzieci wybrał rodzinę Meredith sprawiła, że zmieniła do mnie nastawienie? A może wspólne hobby? Cokolwiek to było, ucieszyłam się równie mocno, co Liam. Opowiedziałam mu w skrócie o przebiegu naszego spotkania, obiecując, że jutro przy lunchu zastanowimy się nad przeprowadzką do rezydencji Payne'ów.
  Właśnie skończyłam zapisywać w harmonogramie pana Wrighta spotkanie na jutro o 11:30, kiedy rozległ się dzwonek i w bibliotece zaczęli zjawiać się studenci. Napisałam do Horana esemesa z prośbą o zjawienie się na tej przerwie osobiście przy moim biurku.
- Jestem, szefowo - odparł, stając przede mną na baczność.
- Koniec żartów, kolego - rzuciłam. - Masz mi wytłumaczyć dlaczego Emily nie ma zielonego pojęcia o sprawie z twoim tatą, jego kochanką i Maurą.

*fakt zmieniony na potrzeby opowiadania

________________________________
Od autorki: Zdecydowałam, że Your Choice będzie zawierał 39 rozdziałów oraz epilog. Może po epilogu uda mi się opublikować jakiegoś shota o Ziamie, ale niczego nie obiecuję kochani :)
 Jak podoba wam się trzydziestka piątka? Spodziewaliście się propozycji dodatkowego zarobku z strony Wrighta? Jesteście po stronie Lou i chcecie, by Kath urodziła dziecko? Jak potoczy się sytuacja z okłamywaną Emily? Dlaczego Nialler nic nie powiedział? Czy Katherine i Liam wprowadzą się do rezydencji Payne'ów? Co sądzicie o przebiegu kolacji Karen i Kath? CZEKAM NA KOMENTARZE ♥.
 Dzięki za 51 obserwatorów i 24 tysiące wyświetleń! :)
 Miłej niedzieli, skarby. xx

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział trzydziesty czwarty

 Rezydencja Payne'ów była urządzona nowocześnie i.. bardzo pięknie. Ilość okien oraz jasne odcienie kolorów ścian zezwalają mi na opisanie apartamentu jako bardzo jasnego, ale jednocześnie przytulnego. Pomieszczenia były duże i wysokie. Jeżeli zakochanie się w czyimś domu jest w ogóle możliwe, to myślę, że właśnie to uczucie owładnęło i mną.
- Gotowa? - szepnął Liam, ściskając na powrót moją dłoń.
- Nie - pokręciłam głową, patrząc na niego z przerażeniem wypisanym na twarzy.
- Pamiętasz co ci mówiłem, prawda? Wszystko będzie dobrze, Kath. Poradzimy sobie - ucałował moje czoło i ruszył do kuchni.
- O mój Boże - jęknęła Karen, wypuszczając z rąk talerz, który natychmiast potłukł się na drobne kawałki. - Spójrz co na robiłeś - rzuciła mu gniewne spojrzenie.
- Maya się tym zajmie - odezwał się szatyn, próbując zachować spokój. - Musimy poważnie porozmawiać, mamo.
- Jeśli rozmowa nie będzie dotyczyć Taylor, możesz o tym zapomnieć - mruknęła, próbując wyjść z niebezpiecznej strefy.
- W dużej części będzie dotyczyć właśnie jej - odpowiedział.
- W takim razie chodźmy do salonu.
  Przyglądałam się całej tej sytuacji z bijącym w przyspieszonym tempie sercem. Skoro wobec swojego syna zachowuje się w tak.. chamski sposób, to jaki los czeka mnie? Którą stronę mi okażę; tę dobrą, o której opowiadał Liam, czy tę złą, którą właśnie wobec niego przedstawiła?
  Usiedliśmy na kanapie. Czemu się na to godziłam? Co ja tu robię? Mogę już uciekać?
- Mamo to jest Katherine - powiedział Li, wskazując na mnie.
- Co to za dziewucha i czemu trzymasz ją za rękę? - skrzyżowała swoje ręce na klatce piersiowej.
- Ponieważ jest moją dziewczyną - odparł, powoli wypuszczając powietrze.
- Wydawało mi się, że chcesz rozmawiać o Tay i o tym, że znów się zeszliście.
- Mówiłem ci już, że do niej nie wrócę - pokręcił przecząco głową, wyciągając z swojej kieszeni liścik oraz mój telefon.
- Nie rozumiem dlaczego, synu. Nie rozumiem również, jak mogłeś zamienić Taylor na kogoś tak.. cichego i prostego - prychnęła.
- Właśnie zamierzam przedstawić ci odpowiedź na twoje pierwsze pytanie.
  Kiedy chłopak zajął miejsce obok swojej rodzicielki, pozostawiając mnie kompletnie samą na kanapie, czułam się jeszcze gorzej niż w moim mieszkaniu, tuż przed przyjściem tutaj. Spróbowałam skupić się na groźbach Swift, kierowanych w moją stronę, które dobiegały z nagranego przeze mnie filmiku, ale to nawet na chwilę nie sprawiło, że poczułam się lepiej.
- Katherine dostała również liścik, podpisany przez Tay. Poznajesz jej pismo, prawda? - spytał Liam, unosząc swoją brew do góry.
- T-to nie może być prawdziwe - powiedziała, zakrywając usta dłonią. - Ona z pewnością to wszystko ukartowała, żeby móc cię zdobyć - wskazała palcem wolnej ręki na mnie.
- Nie, mamo. Kath zgłosiła sprawę do dyrektora, który przekazał nam, że Taylor przebywa aktualnie w zakładzie psychiatrycznym.
- Żartujesz sobie?! - spojrzała na niego zaskoczona.
- Proszę, jeśli mi nie wierzysz, zadzwoń do jej mamy, która z pewnością potwierdzi wszystko, co ci do tej pory powiedziałem.
- Wierzę ci, Liam - mruknęła - tylko nie mogę uwierzyć, że to wszystko jest realne. Przecież ona była taką dobrą, uczciwą i inteligentną dziewczyną.
- Najwyraźniej udawała.
- Przepraszam, że się wtrącę - zabrałam głos, poprawiając swoją pozycję - ale powinna pani przeprosić Liama. Pani syn nie jest niczemu winien i nie zasłużył sobie na taki chłód i brak zainteresowania z pani strony. Bardzo przeżywał fakt, że wasze stosunki się tak bardzo zmieniły przez ostatni miesiąc.
- Nie mów mi co mam robić - syknęła.
  Mogę już zapaść się pod ziemię?
- Nie odzywaj się do niej w ten sposób, mamo. Szczególnie teraz, kiedy jest w błogosławionym stanie.
- O czym ty mówisz?! - wrzasnęła zszokowana, przenosząc na mnie swój zimny wzrok.
- Zostaniesz babcią - uśmiechnął się, wracając na miejsce obok mnie i delikatnie kładąc swoją dłoń na moim brzuchu.
- Dostanę przez ciebie zawału, Liam - bąknęła, przeczesując ręką swoje blond włosy.
- Wiem, że dużo ci dziś powiedziałem. Powinienem był przyjść znacznie wcześniej, żeby opowiedzieć o Taylor i o tym, że naprawdę się w kimś zakochałem, ale nie byłem na to gotów. Ciąża Katherine przekonała mnie, że nadszedł ten odpowiedni czas, by przyjść tu i odbyć z tobą poważną rozmowę.
  Zapanowała cisza, podczas której Karen wpatrywała się w naszą dwójkę, a biorąc pod uwagę rozwijające się w moim brzuchu maleństwo, trójkę, osłupiałym wzrokiem. Myślę, że po prostu musiała oswoić się z obecną sytuacją i przeanalizować wszystko, co powiedział jej Payne.
- I jak myślisz? Co powinnam teraz zrobić? - odezwała się w końcu zwracając do swojego syna.
- Powinnaś dać szansę Katherine. To naprawdę dobra i szczera dziewczyna, z którą zamierzam spędzić swoją przyszłość - delikatnie musnął mój policzek, uśmiechając się tak pięknie, że nie mogłam oderwać wzroku od jego twarzy.
- Mogłabym porozmawiać z tobą w cztery oczy? - zaproponowała.
- Nie mam nic do ukrycia przed Kath, więc możesz mówić - odrzekł stanowczo.
- Nie, Leeyum. Zostawię was samych - zaprotestowałam, wstając z kanapy.
- W porządku. Zaczekaj na mnie w moim pokoju - skinął głową.
  Ruszyłam po schodach na górę. Gdy stanęłam na ostatnim stopniu rozejrzałam się, czując jak znów wzrasta moje przerażenie. Owszem, wiedziałam jak wygląda pokój Liego od wewnątrz, ale znalezienie go, przy ilości tak samo wyglądających drzwi znajdujących się wokół mnie, zajmie mi co najmniej dziesięć minut!
  Westchnęłam głęboko i podeszłam do pierwszych drzwi. Okazało się, że zajrzałam do pokoju gier, w którym znajdowało się mnóstwo maszyn, stół do bilarda oraz kilka pudeł z grami planszowymi. Nigdy nie pomyślałabym, że Liam ma takie miejsce w swoim domu. Jest cholernie skromny, skoro nie miałam pojęcia o tym miejscu.
  Podeszłam do kolejnych drzwi. Nacisnęłam na klamkę i pchnęłam je lekko, otwierając szerzej oczy ze zdziwienia. Pomieszczenie było przeznaczone dla.. małego dziecka! Czy Payne zapomniał mi wspomnieć o tym, że poza Ruth i Nicolą ma jeszcze młodsze rodzeństwo?!
  Weszłam w głąb, rozglądając się wokół siebie. Barwy panujące w tym pokoju były znacznie ciemniejsze od tych, które mogłam zobaczyć na pierwszym piętrze. Był urządzony w gamie jasnego fioletu. To miejsce było.. niesamowite.
- Co tutaj robisz? - Aż podskoczyłam na dźwięk nieznanego głosu.
- Przepraszam, zgubiłam się szukając pokoju Liama - odwróciłam się w stronę stojącej przede mną blondynki, zagryzając policzki od środka.
- Kim jesteś? - zmarszczyła czoło, skanując moje ciało.
- Katherine Tomlinson - wystawiłam przed siebie rękę.
- Nicola - przedstawiła się, delikatnie ściskając moją dłoń. - Mama zatrudniła cię jako nową sprzątaczkę?
- Nie - pokręciłam przecząco głową, śmiejąc się w duchu - Jestem dziewczyną twojego brata.
- Że niby kim? - zaśmiała się pod nosem, ponownie otaksowując mnie wzrokiem.
- Dziewczyną twojego brata - przełknęłam głośno ślinę, widząc jej reakcję.
- On nie gustuje w takich.. prostych laskach.
- Najwyraźniej go nie znasz - odgryzłam się. Brawo Katherine. Właśnie zaminusowałaś sobie u siostry twojego chłopaka.
- Skoro jesteś jego dziewczyną to powinnaś wiedzieć, że Liam już tutaj nie mieszka - prychnęła, patrząc na mnie złowrogo.
- Mam tego świadomość - skinęłam. - Leeyum zdecydował się porozmawiać z waszą matką, a ja przyszłam tu razem z nim - wyjaśniłam jej moją obecność w rezydencji.
- Leeyum? Tylko Eve go tak nazywa! Znasz ją?
- Tak, spotkałyśmy się kilka razy - odpowiedziałam, uspokoiwszy się trochę po dostrzeżeniu zmiany w głosie Nicoli.
- Eve wróciła do Doncaster? Dlaczego nic mi nie powiedziała? - skierowała swój wzrok na podłogę.
- Myślę, że chciała z tym zaczekać aż do momentu, w którym wasze stosunki z Liamem wrócą do normy.
- O mój Boże - schowała twarz w dłoniach.
- Hej, co się dzieje? - spytałam zmartwiona.
- Gdyby nie mama, już dawno spotkałabym się z Evie! - wrzasnęła do mnie pod wpływem emocji, na co przerażona cofnęłam się o krok. - Przepraszam, ja po prostu.. - zamilkła na chwilę i po nabraniu powietrza oraz powolnym go wypuszczeniu, kontynuowała; - Karen rozkazała nam, byśmy nie kontaktowali się z Liamem, dopóki nie zrozumie jak wielki błąd popełnił zrywając z Taylor. Nie chciałam zastosować się do jej zaleceń, ale zagroziła mi, że wywali mnie z rodzinnej firmy, jeśli będę się buntować. Gdybym jej nie posłuchała, już dawno wiedziałabym o przyjeździe Eve! Tak bardzo jej teraz potrzebuję.. - jej głos zadrżał, zwiastując słone łzy.
- Myślałam, że z własnej woli przestaliście interesować się Liamem, który totalnie nie mógł sobie poradzić z waszą nie akceptacją jego wyboru.
- Och, wcale nie - pokręciła głową, wycierając przezroczystą ciecz z swoich policzków. - Wiesz może gdzie mieszka Eve?
- Przy Christ Church Road. Niestety nie pamiętam pod jakim numerem.
- W porządku, chciałam tylko wiedzieć czy wróciła do swojego starego domu.
- Pójdź do niej - zachęciłam ją, unosząc kąciki ust do góry.
- Masz rację, powinnam to zrobić od razu. A potem policzę się z mamą - zacisnęła dłonie w pięść. Chciała odejść, ale zatrzymała się w pół kroku i odwróciła w moją stronę. - Kath, ja.. umm.. przepraszam za moje początkowe zachowanie.
- Cóż, ja też cię przepraszam.
- Mam nadzieję, że będziemy miały jeszcze okazję pogadać, bo wydajesz się naprawdę.. miła - odparła, uśmiechając się.
- Ja również mam taką nadzieję - przytaknęłam. - Nicola? - zatrzymałam ją, kiedy jej prawa stopa znalazła się w korytarzu.
- Tak?
- Wskażesz mi pokój Liama?
- Ostatnie drzwi na lewo.
- Dziękuję.
  Kiedy znalazłam się w szukanym przeze mnie pomieszczeniu, rzuciłam się na wielkie łóżko, kierując wzrok na sufit. Przez cały czas nurtowało mnie jedno pytanie; dla kogo jest ten dziecięcy pokój? Chciałam o to zapytać Nicoli, ale uznałam, że nie powinnam wypytywać jej o takie rzeczy, gdyż wydawało się to niestosowne, zważając na fakt, że znam ją dosłownie pięć minut.
  Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że oknem jest już niemal ciemno.
- Hej.
- Hej, Leeyum - uśmiechnęłam się na jego widok i musnęłam czubek jego nosa.
- Dobrze spałaś?
- Masz całkiem wygodne łóżko - przyznałam. - Która jest godzina?
- Zbliża się dwudziesta pierwsza - odpowiedział, głaszcząc mnie po policzku.
- Przepraszam, że zasnęłam na tak długo - przegryzłam dolną wargę, wpatrując się w jego brązowe oczy.
- Nic się nie stało - ucałował moje czoło, kładąc swoją głowę w moim zagłówku pomiędzy szyją a ramieniem.
- Jak rozmowa z mamą?
- Wszystko sobie wyjaśniliśmy i myślę, że koniec z chłodnymi stosunkami, a nasza relacja wróci do normy.
- Tak bardzo się cieszę, kochanie. Wreszcie zaczyna nam się wszystko układać.
- Wreszcie - powtórzył, składając pocałunki na mojej szyi.
- Liam?
- Hmm? - mruknął mi do ucha, przegryzając jego płatek.
- Kiedy szukałam twojego pokoju, przypadkiem znalazłam się w.. pokoju dziecięcym. Dla kogo jest on przeznaczony?
- Och - westchnął, odsuwając się nagle ode mnie. Podparł się na swoim łokciu i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. - To bardzo ciężki temat dla całej naszej rodziny.
- Zrozumiem, jeśli nie będziesz chciał go poruszać. Byłam po prostu ciekawa.
- W porządku, powinienem ci o tym powiedzieć - zamknął na chwilę oczy, a po otworzeniu ich kontynuował; - Nicola zaszła w ciąże. Urodziła zdrową, malutką dziewczynkę, która była najsłodszym dzieciakiem na ziemi - uśmiechnął się do siebie. - Niestety nie dane nam było zbyt długo nacieszyć się jej obecnością, gdyż dostała silnego zapalenia w płuc, w wyniku którego jej serce przestało pracować, a my musieliśmy pochować ją w białej trumnie.
- O mój Boże - zakryłam usta swoją dłonią - To musiało być dla was wstrząsające.
- I było - przytaknął. - Oczywiście Nicola długo nie umiała się pozbierać po śmierci swojej ukochanej córeczki, ale z odsieczą przyszła jej Eve, która po stracie obojga rodziców w wypadku samochodowym, w którym i ona o mały włos nie zginęła, nie mogła pozwolić na to, by Nic zrobiła coś tak głupiego jak ona. Mówiąc coś głupiego, mam na myśli próbę popełnienia samobójstwa.
- Eve próbowała sobie odebrać życie?!
- Owszem. Bała się, że Nicola również będzie chciała to zrobić, więc nie odstępowała jej na krok.
- Już rozumiem dlaczego Nic była zdruzgotana, kiedy powiedziałam jej, że Eve jest w Doncaster, a ona nie miała o niczym pojęcia.
- Rozmawiałaś z moją siostrą? - zdziwił się, unosząc swoją brew do góry.
- Zajrzała do dziecięcego pokoju, kiedy będąc w nim, zastanawiałam się do kogo należy.
- I jak cię potraktowała?
- Pomyślała, że jestem nową sprzątaczką. Potem wyjaśniłam jej, że jestem twoją dziewczyną, a wtedy wyśmiała mnie i stwierdziła, że nigdy nie poleciałbyś na taką prostaczkę jak ja. Gdy powiedziałam na ciebie Leeyum od razu skojarzyła to z Eve, dopytując o nią. Była wściekła na Karen, że rozkazała jej nie utrzymać z tobą kontaktu, przez co zupełnie nie miała pojęcia o powrocie waszej kuzynki. Za nim odeszła, przeprosiła mnie za swoje początkowe zachowanie i przyznała, że jestem całkiem miła.
- Przeprosiła cię? To do niej nie podobne, zważając na jej początkowy stosunek do ciebie.
- Powiedziała również, że ma nadzieję, że będziemy miały jeszcze szansę pogadać.
- Rzuciłaś na nią jakiś czar? Ukrywasz przede mną, że jesteś czarownicą? Może mnie też czymś odurzyłaś, przez co tak za tobą szaleję? - zaśmiał się, całując mnie w kącik ust.
- Owszem. Trzeba ci także wiedzieć, że posiadam niewidzialny kocioł, w którym każdej nocy wyrabiam nowe eliksiry - poruszyłam zabawnie brwiami.
- Obiecaj mi tylko, że nie zamienisz mnie w żabę - odparł, starając się zachować poważny wyraz twarzy.
- A w żółwia?
- Obiecaj mi, że w ogóle nie zmienisz mnie w zwierzę ani żadną nieludzką kreaturę.
- Obiecuję - zachichotałam, wywracając oczami. - Mogę ci zadać pytanie?
- Śmiało - zachęcił mnie, przypatrując mi się z zaciekawieniem.
- Jest chociaż cień szansy na to, że twoja mama mnie kiedykolwiek polubi?
- Sądząc po tym, że jutro wybieracie się na kolację, myślę, że tak - uśmiechnął się do mnie szeroko.
- I-idę z twoją m-mamą na k-kolację? - wydukałam zaskoczona.
- To chyba dobra wiadomość?
- Oczywiście, że dobra! - podniosłam się do postawy siedzącej, opierając o ramę łóżka. - Tylko jak sobie bez ciebie poradzę, Liam?
- Jeśli wymyślisz eliksir na niewidzialność to będę ci towarzyszył - dźgnął mnie lekko w biodro.
- Nie próbuj mnie rozśmieszyć - westchnęłam.
  Od momentu, kiedy Payne oznajmił mi, że wybieramy się do jego rodzinnego domu, nic innego nie zaprzątało moich myśli, powodując, że strasznie się stresowałam. Teraz, gdy mam już to za sobą, czeka mnie coś jeszcze gorszego. Kolacja z Karen? Tylko ja i jej przenikliwe spojrzenie? On sobie chyba żarty stroi.
- Katherine przestań się zamartwiać. Porozmawiałem z mamą i naprawdę jest gotowa cię poznać. Kolacja jest tylko i wyłącznie jej pomysłem, nie maczałem w tym palców - oderwał mnie od moich rozmyśleń, siadając obok mnie i przytulając do siebie.
- Nie sądzę, żeby zdołała mnie polubić - pokręciłam głową, kładąc lewą rękę na jego brzuchu.
- Jesteś najdoskonalszą i najsłodszą dziewczyną pod słońcem! Dlaczego do cholery miałaby cię nie polubić? - przewrócił oczami.
- Bo jestem całkowitym przeciwieństwem Taylor - przylgnęłam do jego klatki piersiowej.
- Jak to, przeciwieństwem? - zdziwił się. Jestem pewna, że zmarszczył czoło. Zawsze tak robi, kiedy kompletnie nie rozumie, co mam na myśli.
- Tay wygląda jak dziewczyna z najnowszej okładki vogue. Jest też odważna, sprytna, optymistycznie nastawiona do życia i obojętna na opinię innych ludzi. A ja? Szara, tchórzliwa myszka - wyjaśniłam.
- I to właśnie czyni cię wyjątkową, skarbie - ucałował czubek mojej głowy. - Wszystko będzie dobrze, zaufaj mi.
- Ufam ci, Liam.
  Siedzieliśmy przytuleni do siebie w ciszy. Próbowałam zrelaksować się i rozkoszować obecną chwilą, ale napływające myśli dotyczące jutrzejszego dnia wygrały walkę z moją wolą. W co się ubiorę? Jak powinnam się zachowywać? O czym będziemy rozmawiać?
- Chcesz tu zostać? - spytał, dzięki Bogu, sprowadzając mnie na ziemię.
- Jeśli ci to nie przeszkadza, to chciałabym wrócić do mojego mieszkania.
- W porządku.
  Za nim opuściliśmy rezydencję Payne'ów, Liam wciągnął mnie do kuchni, w której Karen zmywała naczynia, a Geoff siedział przy stole i czytał gazetę.
- Cześć tato - przywitał się, a potem wskazał na mnie palcem - poznaj Katherine.
- Miło cię poznać - uśmiechnął się do mnie szczerze.
- Pana również - odwzajemniłam gest.
- Mamo czy spotkanie z Kath w Rossington Hall może odbyć się o 18:30?
- Będę tam - skinęła, nie odrywając wzroku od brudnych naczyń.
- Dziękuję - odrzekł. - W takim razie my już pójdziemy.
- Do widzenia - powiedziałam uprzejmie.
- Do widzenia - odpowiedzieli równocześnie.
  Wyszliśmy na zewnątrz, łapiąc się za ręce.
- Jestem pewna, że Loki zostawił nam niespodziankę, podczas naszej nieobecności - westchnęłam.
- Pragnę ci przypomnieć, że dziś ty sprzątasz - zaśmiał się, szturchając mnie lekko.
- Och, jesteś taki kochany, dziękuję za przypomnienie - obdarowałam go najbardziej złowrogim spojrzeniem, na jakie było mnie stać.
                                                           ***
  Dzwonek. W bibliotece zaczęli gromadzić się studenci. Jednym z nich był Niall, który przyszedł do mnie, trzymając w dłoniach moje ulubione czekoladki. Położył je na biurku, uśmiechając się pięknie.
- To w ramach podziękowania za pomoc i wsparcie. Katherine jestem ci bardzo wdzięczny za wszystko, co dla mnie zrobiłaś - odezwał się.
- Od tego są przyjaciele, Nialler - odparłam, unosząc kąciki ust do góry.
- Zakumplowanie się z tobą było najlepszą decyzją, jaką podjąłem w swoim życiu - przyznał.
- Myślałam, że był nią związek z Emily - uniosłam jedną brew do góry, chichocząc pod nosem.
- Te dwie sprawy się równoważą i zajmują wysokie miejsce pierwsze - dołączył do mojego chichotu.
- Jak się czujesz? - zapytałam.
- No wiesz, staram się mieć totalnie w dupie fakt, że moja mama pozwala ojcu na zdradzanie jej i udaje, że wszystko jest jak zawsze, ale potrafię tylko wtedy, kiedy nie jestem sam - spuścił głowę w dół, chowając ręce w kieszenie swoich spodni.
- Rozmawiałeś z Maurą na ten temat? - Serce ściskało mi się z bólu, kiedy ponownie musiałam patrzeć na przygnębionego blondaska, który zazwyczaj odznaczał się pozytywną energią i ciągle śmiał się z absolutnie wszystkiego.
- Nie chce mnie słuchać i uważa, że wszystko jest okej - prychnął. - Nie mam pojęcia co robić i jak się zachowywać - wzruszył ramionami.
- Może pogadaj z Gregiem i razem coś wymyślicie? - zaproponowałam, próbując wymyślić cokolwiek, co mogłoby mu pomóc.
- Nie chcę mu się walić na głowę. Denise jest w ciąży i teraz powinien skupić się na zapewnieniu jej oraz dziecku wszystkiego, co im trzeba.
- Ale ty i twoi rodzice wciąż jesteście jego rodziną, Niall. Musisz mu powiedzieć co się dzieje. Myślę, że to najlepsze co możesz zrobić.
- Ale Kath..
- Nie, Horan. Masz z nim porozmawiać, bo inaczej ja to zrobię, a znasz mnie bardzo dobrze i wiesz, że naprawdę jestem do tego zdolna - pogroziłam mu palcem, jak dziecku, które zrobiło coś, czego nie powinno.
- Ugh, w porządku, poddaje się!
- Na to liczyłam - zaśmiałam się pod nosem. - A teraz zmykaj przyswajać wiedzę - popchnęłam go w stronę drzwi, kiedy rozległ się dzwonek wzywający na lekcję.
  Pomieszczenie opustoszało, a ja mogłam ponownie wrócić do swojej lektury.
- Katherine - usłyszałam głos pana Wrighta.
- Och, przepraszam, zaczytałam się - odłożyłam książkę na biurko, kierując wzrok na niego. - Co pana do mnie sprowadza?
- Musimy porozmawiać. Zapraszam do mojego gabinetu.
  Od razu ruszyłam za nim, zastanawiając się o co może mu chodzić. Chyba nie zrobiłam nic złego, prawda?
- Panie przodem. - Przytrzymał dla mnie drzwi.
  Zajęłam miejsce naprzeciw jego skórzanego fotela, na którym w sekundę po mnie zajął miejsce.
- Więc.. dlaczego mnie pan wezwał?

_____________________________
Od autorki: Szkoda, że ilość komentarzy maleje z każdym nowym rozdziałem. Na szczęście jeszcze kilka rozdziałów i będziemy mieli koniec Your choice :)
 Jak podoba wam się trzydziestka czwórka? Spodziewaliście się właśnie takiego przebiegu wizyty w rezydencji Payne'ów? Co myślicie o Nicoli? Jak wyglądać będzie spotkanie Kath i Karen? I wreszcie.. co takiego chce ogłosić Wright? Macie pomysły! Czekam na wasze propozycje! CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
 Miłego dnia, cukiereczki. xx

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział trzydziesty trzeci.

- Staracie się o dziecko? - spytał znienacka.
- Dlaczego pana to ciekawi? - zdziwiłam się, spoglądając na jego pomarszczoną od starości twarz.
- Cóż, przyszliście tutaj w pierwszym tygodniu ciąży i oczekujecie ode mnie dobrych wieści - wyjaśnił, wzruszając lekko ramionami.
- W pierwszym tygodniu ciąży - powtórzył cicho Liam, a potem spojrzał na doktora z nadzieją - Więc naprawdę zostanę ojcem?
- Och, tak. Zostaniecie rodzicami, gratulację - uśmiechnął się przyjaźnie.
- O mój Boże! - szatyn wstał gwałtownie z krzesła i rzucił się na mężczyznę w białym fartuchu, ściskając go mocno.
- Widzę, że jesteś naprawdę szczęśliwy - odezwał się lekarz, klepiąc mojego przeszczęśliwego chłopaka po plecach.
- To wręcz mało powiedziane! - zawołał wesoło i odsunął się od faceta, spoglądając na mnie. - Będziemy mieli dziecko, Kath.
  Czułam się, jakbym siedziała w ich towarzystwie tylko fizycznie. Psychicznie byłam zupełnie daleko stąd. Wszystko przez wiadomość, potwierdzającą moją ciążę. Do tej pory niczego nie byliśmy pewni i właściwie niczym się nie zamartwiałam. Teraz, gdy mam czarno na białym, że za dziewięć miesięcy zostanę mamą, dotarła do mnie powaga sytuacji. Jak sobie poradzimy? Skąd weźmiemy pieniądze na wyremontowanie pokoju dla naszej kruszynki? Czy z mojej, niezbyt dużej pensji uda nam się zapewnić wszystkie potrzeby dziecka? Tyle pytań kołatało się w mojej głowie, a na żadne z nich nie mogłam znaleźć jasnej odpowiedzi.
  Otworzyłam oczy. Wokół wszystko było białe, a na jednej z ścian wisiał plazmowy telewizor. Podniosłam wyżej powieki i zorientowałam się, że leżę na szpitalnym łóżku. Co się stało?
- Leeyum? - odezwałam się, kiedy chłopak pisał coś w telefonie i nie zauważył, że się obudziłam.
- Katherine - wydukał, chowając telefon do kieszeni, a następnie splatając nasze dłonie. - Martwiłem się o ciebie.
- Co się właściwie wydarzyło? - zmarszczyłam czoło.
- Po tym jak doktor potwierdził, że jesteś w ciąży, strasznie pobladłaś i nim zdążyliśmy zareagować, zsunęłaś się z krzesła, tracąc przytomność - wytłumaczył, mocniej ściskając moją dłoń.
- Tak, teraz już pamiętam - skinęłam głową.
- Wszystko w porządku? - Jego głos był zatroskany.
  Mam mu powiedzieć o swoim strachu? Serio? Przecież on tak bardzo ucieszył się na wiadomość, że zostanie ojcem! Powinnam niszczyć jego radość swoimi obawami?
- Kath, proszę, odpowiedz mi - poprosił łagodnie widząc moje zawahanie, pocierając kciukiem wierzch mojej dłoni.
- J-ja.. - jęknęłam, ale nie potrafiłam wydusić z siebie nic więcej. Strach przed jego reakcją z kneblował mi usta.
- Kochanie bądź ze mną szczera. Co się dzieje? - dopytywał, a na jego czole pojawiła się zmarszczka.
  Weź się w garść Katherine. Nabierz powietrza, spokojnie je wypuść, a potem po prostu się przed nim otwórz. Liam nie jest Zaynem, nie musisz obawiać się tego jak zareaguje. On zrozumie, tak on na pewno cię zrozumie - powtarzałam w myślach.
- Dopiero teraz dotarła do mnie powaga sytuacji. Jezu, będziemy mieli dziecko! Zdajesz sobie sprawę jaka to jest wielka odpowiedzialność? Jak sobie poradzimy, będąc tak młodzi? Boże, przeraża mnie to wszystko - powiedziałam jednym tchem, chowając twarz w dłonie.
- Kath spójrz na mnie - odezwał się szatyn, delikatnie odczepiając moje dłonie od twarzy. Podniosłam na niego swoje oczy. - Na pewno sobie poradzimy - przyłożył swój palec do mojego policzka, pocierając go powoli. - Masz tylu przyjaciół, którzy będą starać się nam pomóc! A twój brat i Alice? Będą wniebowzięci i z pewnością chętni do okazania nam swojego dobrego serca - uśmiechnął się tak pięknie, że niemal zapomniałam już gdzie jestem.
- Mam tego świadomość, Liam. Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Są niewiele starsi od nas, nie mają doświadczenia z dziećmi, a w dodatku każdy z nich ma swoje własne problemy. Nie możemy walić im się na głowę - pokręciłam przecząco głową.
- Tak, masz rację - przytaknął. - Dlatego zdecydowałem, że czas wreszcie przedstawić cię mamie.
- Jesteś tego pewny?
- Owszem, jestem - przytaknął. - Od dłuższego czasu zbierałem się, by do niej pójść i opowiedzieć jej o całej sytuacji z Taylor. Teraz, gdy mamy pewność, że w twoim brzuchu kiełkuje malutkie stworzenie, wręcz muszę to zrobić. I przede wszystkim przedstawić jej ciebie. Kobietę, która będzie matką mojego dziecka, a w przyszłości najpiękniejszą żoną na świecie. - Jego białe zęby idealnie skomponowały się z rozciągniętymi w uśmiechu wargami.
- Czemu się tak boję, skoro mam najlepszego faceta pod słońcem? - zaśmiałam się, muskając jego policzek.
  Naszą ckliwą chwilę przerwało wejście lekarza, który wcześniej ogłosił nam wynik badania mojej krwi. Po upewnieniu się, że wszystko ze mną w porządku, kazał mi wracać do domu i odpocząć. Podziękowaliśmy mu i wyszliśmy z dużego budynku, łapiąc się za ręce.
- Kiedy zamierzasz pójść do swojego domu? - odezwałam się.
- Zamierzam wybrać się tam, wraz z tobą oczywiście, jutro - odpowiedział, kierując wzrok przed siebie.
- Boję się - mruknęłam, spuszczając głowę.
- Czego?
- Myślisz, że Karen ucieszy się, że jej syn przyprowadza jakąś dziewuchę, która okazuje się być z nim w ciąży? - prychnęłam.
- Sądzę, że po przedstawieniu jej prawdziwego oblicza Tay, złagodnieje i da ci szansę - ścisnął mocniej moją dłoń.
- Chciałabym żeby tak było, ale patrząc na obecną sytuację, nie jestem co do tego tak mocno przekonana, jak ty.
- Moja mama nie jest aż tak straszna, jak ci się wydaje. Ona i cała reszta rodziny jest teraz pochłonięta firmą oraz jej zarobkami, dlatego mają totalnie gdzieś to, co robię. Znam ją, Kath. Bardzo dużo mi pomogła, kiedy nie dawałem sobie rady w czasie dorastania.
- W porządku Liam, przepraszam, że tak źle ją oceniłam. Może rzeczywiście masz rację - odparłam z skruchą.
- Przekonamy się jutro. Chyba nie masz żadnych planów, prawda?
- Nie - pokręciłam przecząco głową.
  Szliśmy chwilę w milczeniu. Wciąż miałam wyrzuty sumienia.
- Masz ochotę pójść na pizzę? - zaproponowałam w ramach rekompensaty.
- Nawet wielką - odpowiedział z uśmiechem.
  Do pizzerni doszliśmy w dziesięć minut. Usiedliśmy przy stoliku pod oknem, sięgając po menu. Długo sprzeczaliśmy się co do wyboru. W końcu jednak poprosiliśmy blond włosą kelnerkę o margheritę, której jedna połowa miała zostać obłożona szynką. Zgodziła się na taki układ, i puszczając oczko do Payne'a, odeszła od stolika, z gracją podążając za ladę.
- Wydłubię jej oczy, jeśli jeszcze raz to zrobi - syknęłam.
- Zrobi, co? - uniósł jedną brew do góry.
- Śliniła się do ciebie jak jasna cholera! I to mrugnięcie! - oburzyłam się, patrząc na niego oskarżycielskim tonem.
- Jestem przystojny, to normalne, że kobiety na mnie lecą - strzepnął z swojego ramienia niewidzialny pyłek, uśmiechając się szeroko.
- Przypominam ci, że wciąż tu siedzę - prychnęłam, kierując wzrok na widok za oknem.
- Dzięki za przypomnienie - szturchnął mnie lekko, a potem przybliżył się do mnie, i po obróceniu mojej twarzy, złożył delikatny pocałunek na moim nosie - Ale z pewnością nie zapomniałem, że tu jesteś - zachichotał.
  Po uroczym geście, jaki zaserwował mi Liam, spojrzałam na kelnerkę, która stała za ladą. Szybko odwróciła wzrok, zagryzając dolną wargę. Gapiła się na nas!
  W końcu blond włosa dziewczyna przyniosła naszą pizzę. Tak jak prosiliśmy, jedna ze stron obłożona została szynką.
- Życzę smacznego - uśmiechnęła się do mojego chłopaka, ponownie puszczając mu oko.
- Huh, przepraszam? - odezwałam się wreszcie, a ta ł a s k a w i e przeniosła swój wzrok na mnie - Może zajmiesz się podrywaniem wolnych kolesi?
- Właśnie się tym zajmuję, proszę pani - odparła z poważnym wyrazem twarzy.
  Ona sobie żarty stroi, czy jak?!
- Ten na którego masz oko, ma dziewczynę - wskazałam na siebie palcem - a w drodze dziecko - pokazałam na mój brzuch.
- Och, przepraszam - zatrzepotała swoimi długimi, gęstymi rzęsami - Nie wyglądacie jak para zakochanych.
- A na kogo ci wyglądamy?! - syknęłam, rzucając jej chłodne spojrzenie.
- Na rodzeństwo, proszę pani - odpowiedziała, mocniej ściskając trzymaną w ręce tacę.
- Dziękujemy za dostarczenie pizzy - głos przejął Payne, zezując oczami na ladę.
- Nie ma za co. Jeszcze raz życzę smacznego - mruknęła i odeszła od naszego stolika.
- Myślałam, że zaraz wyleję całą tą wodę z dzbanka, w którym stoi róża, na jej pustą głowę, żeby się wreszcie ocknęła. - Urwałam jeden z kawałków pizzy, umieszczając go na talerzu przede mną.
- Wzięła nas za brata i siostrę, nie miej do niej żalu.
- Ciebie też potrzeba sprowadzić na ziemię? - spojrzałam na niego z wyrzutem. - Cały czas nas obserwowała. Doskonale wiedziała, że nie jesteśmy rodzeństwem, bo wcale się nie zachowywaliśmy jak pieprzone rodzeństwo. Zrobiła to, by mnie wkurzyć.
- Daj spokój, Kath - zaśmiał się, biorąc pierwszego kęsa.
- To wcale nie jest śmieszne, Liam - pokręciłam przecząco głową, postanawiając, że więcej się do niego nie odezwę.
- O cholera - przeklął pod nosem, uderzając pięścią w stół.
  Nie odzywaj się, nie odzywaj się, nie odzywaj się - powtarzałam w duchu, zaciskając zęby.
- Co się dzieje? - wydukałam niezrozumiale.
- Dyrektor Wright załatwił mi rozmowę o przyjecie do jednostki straży pożarnej w naszym hrabstwie, a ja nie mam nawet garnituru, by dobrze się na niej zaprezentować!
  Niech radzi sobie sam, zamknij się Katherine - mówiłam do siebie, z całej siły powstrzymując się od mówienia.
- Pójdziemy do Harry'ego. Jesteście mniej więcej w tym samym wzroście, więc jego ubrania powinny być ci dobre.
- Co ja bym bez ciebie zrobił - zmarszczka z jego czoła natychmiast zniknęła.
  Chciałam być na niego zła. Miałam podstawy, żeby być o niego zazdrosną. Jakaś ślicznotka podwalała się do niego, a on kompletnie nic z tym nie zrobił! Jemu to pochlebiało! Śmiał się z tego! Liam jest bardzo przystojny, więc takie sytuacje powtórzą się jeszcze nie raz. Czy kiedy nie będzie mnie obok niego, nie wspomni, że ma dziewczynę i umówi się z jakąś wywłoką? Powinnam być na niego wściekła za takie zachowanie! A mimo to, nie umiałam. Jego przepiękny uśmiech, spokojna twarz i czekoladowe tęczówki wzięły górą, odpychając moją złość na bok.
  Wyciągnęłam z kieszeni swój telefon i wybrałam numer do Hazzy. Odebrał po trzech sygnałach, pytając co słychać. Opowiedziałam mu o kłopocie Liego, a ten od razu zgodził się na wypożyczenie mu garnituru. Postanowiliśmy pójść do niego po zjedzeniu pizzy.
                                                        ***
- Co powiecie na ten? - szatyn obrócił się wokół własnej osi.
- Załóż do niego czarną koszulę - skomentowałam, przykładając palec do swoich ust.
- I biały krawat - dodał Styles.
  Nigdy wcześniej nie widziałam Liama w garniturze. Co prawda na pogrzebie mojej mamy był w czarnej marynarce, ale to nie odzwierciedlało tego, jak dobrze wyglądał w spodniach od garnituru oraz dopasowanej koszuli i krawacie. Gdybym miała opisać to jak doskonale jego uśmiech pasował do tego poważnego stroju, nie znalazłabym odpowiednich przymiotników.
- Idealnie - klasnęliśmy z loczkiem w dłonie.
- Serio uważacie, że się nadaje? - spojrzał na siebie w lustrze, które specjalnie dla niego przynieśliśmy.
- Z stu procentową pewnością - skinął Hazza.
  Poczułam wibracje w swojej kiszeni. Sięgnęłam po telefon. Na ekranie pojawiło się zdjęcie Niallera, próbującego nawiązać ze mną połączenie. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- Cześć, farbowany - odezwałam się, odchodząc od chłopaków.
- H-hej Kath - jego głos drżał.
- Co się dzieje, Niall? - zmartwiłam się.
- Mogłabyś do mnie przyjść? Najlepiej teraz - poprosił.
- Będę za dziesięć minut - rzuciłam, rozłączając się.
- Wszystko w porządku? - zapytał Harry, kiedy przeczesałam ręką swoje włosy.
- Horan mnie potrzebuje. Przekażesz Liamowi żeby sam wrócił do domu? - powoli podeszłam do drzwi.
- Przekażę. - Wstał z łóżka i ruszył za mną po schodach. - Pomóc ci jakoś?
- Nie, dziękuję. To sprawa pomiędzy mną, a blondaskiem.
- W takim razie trzymam kciuki, żeby wszystko dobrze poszło - uśmiechnął się lekko, przytulając mnie na pożegnanie.
- Dzięki, Hazz. Narazie! - zawołałam i opuściłam mieszkanie.
  Przez całą drogę, którą starałam się przejść w jak najszybszym tempie, zastanawiałam się o co dokładnie chodzi. Miałam tylko pewność, że sprawa dotyczy ojca Nialla i jego kochanki, dlatego nie mogłam doczekać się, by wreszcie znaleźć się w swoim celu.
- Wejdź, kochanie. - Drzwi otworzyła mi jak zawsze uśmiechnięta Maura.
- Dzień dobry - powitałam ją, odwzajemniając gest.
- Katherine? - odezwała się, gdy zdejmowałam swoje obuwie.
- Tak? - podniosłam na nią swój wzrok.
- Znasz powód, przez który mój syn przez ostatnie kilka dni chodzi taki przygnębiony? Czy ma to związek z Emily?
- Errr.. - Przecież nie mogę powiedzieć jej prawdy. Cholera jasna, co mam robić?! - Właśnie przyszłam z nim porozmawiać. Może uda mi się coś z niego wyciągnąć - uśmiechnęłam się lekko.
  Brawo, Katherine.
- Mam nadzieję, że uda Ci się go rozweselić - odparła, również unosząc kąciki ust do góry.
  Odetchnęłam z ulgą i podążyłam do pokoju blondaska. Zastałam go leżącego na łóżku z słuchawkami w uszach. Kiedy pojawiłam się w polu jego widzenia, natychmiast się zerwał.
- Gdzieś ty była? - oburzył się, zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Stary zluzuj majty - wywróciłam oczami, siadając na łóżku. - Maura mnie dopytywała czemu ciągle jesteś nie w humorze.
- I co jej powiedziałaś? - zainteresował się, zajmując miejsce obok mnie.
- Że właśnie przyszłam się dowiedzieć.
- Och - westchnął.
- Dowiem się wreszcie co się dzieje? Nie wyglądasz najlepiej.
- Nie mogę dłużej wytrzymać, Kath. Muszę pogadać z ojcem! - na powrót wstał i zaczął przemieszczać się po pokoju. - Ale nie dam rady zrobić tego sam. Będziesz wtedy przy mnie? - zatrzymał się i skierował swoje oczy na moją twarz.
- Oczywiście, że tak, Nialler. I cieszę się, że w końcu się na to zdecydowałeś - podeszłam do niego i mocno do siebie przytuliłam.
- Miejmy to już za sobą - mruknął.
  Opuściliśmy pomieszczenie i zeszliśmy po schodach do salonu, w którym w fotelu siedział Bobby, oglądając mecz rugby. Usiedliśmy na kanapie. Horan kurczowo trzymał mnie za rękę, dla dodania sobie otuchy.
- Tato - odezwał się surowym tonem, patrząc na niego.
- Tak, synu? - mężczyzna odwrócił twarz od telewizora i uśmiechnął się do mnie - Witaj, Katherine.
- Dzień dobry - skinęłam nieśmiało.
- Muszę z tobą poważnie porozmawiać - głos znów zabrał Niall.
- W obecności koleżanki? - uniósł jedną brew do góry, zmieniając pozycję.
- Tak. - Ałć, Horan moja ręka! - Chciałbym wiedzieć od jak dawna masz kochankę?
- Co? - wyrwało się Bobby'emu.
- To co słyszałeś, tato - syknął blondasek, zmniejszając nacisk na moją dłoń.
- Nie rozumiem o czym mówisz, synu - pokręcił przecząco głową.
- Do jasnej cholery, przestań! - krzyknął tak mocno, że aż przeszły mnie ciarki. - Widziałem cię z jakąś kobietą kilka dni temu i wyglądaliście na nieźle zakochanych.
- Co się tu dzieje? - W salonie zjawiła się Maura, zaalarmowana wrzaskiem.
- Ojciec cię zdradza, mamo! - odparł zrozpaczony, nie kontrolując swoich emocji.
- Więc już wiesz. - Złożyła w kostkę trzymany w dłoniach ręcznik.
- O mój Boże! - jęknął Horan, znów wzmacniając nacisk na moją dłoń. - Wiedziałaś, że cię zdradza i postanowiłaś zachowywać się.. normalnie?
  Nialler wyglądał okropnie. Nieułożona fryzura, frustracja i przygnębienie wypisane na twarzy oraz czerwone oczy od gromadzących się łez. Miałam ochotę wyprowadzić go z tego domu i zabrać w miejsce, w którym zapomni o wszystkich swoich troskach i zacznie się śmiać w sposób, w jaki lubię najbardziej, ale to było niemożliwe. Jedynym co mogłam zrobić, to wspieranie go poprzez dotyk.
- Nie chcemy niszczyć naszej rodziny, synu - powiedział Bobby, spoglądając na swoją małżonkę.
- Tym bardziej kiedy w brzuchu Denise rośnie nasz wnuk - dodała kobieta.
- Nie mogę tego znieść - pokręcił przecząco głową, wstając z kanapy. Zrobiłam to samo, wciąż trzymając jego dłoń.
- Niall proszę, porozmawiaj z nami - Maura podeszła bliżej naszej dwójki.
- Daj mi spokój, mamo - machnął ręką, ruszając w stronę schodów. Oczywiście podążyłam tuż za nim, spuszczając wzrok na podłogę.
- Niall wracaj tu! - zawołał Bobby.
  Blondasek nie reagował. Wszedł do swojego pokoju i usiadł na łóżku, patrząc w jedno miejsce. Widok przyjaciela w takim stanie wzruszył mnie do tego stopnia, że w dosłownie kilka sekund rozpłakałam się jak dziecko, które nie dostało swojej ulubionej maskotki.
- Jezu, Kath - wywrócił oczami, przytulając mnie delikatnie - Nie rycz, bo za chwilę i ja zacznę.
- T-to jest silniejsze ode m-mnie - westchnęłam, ocierając swoje łzy. - Nie zasługujesz na to, żeby cierpieć.
- W porządku, jakoś sobie z tym poradzę - odsunął się ode mnie, uśmiechając lekko. Odwzajemniłam jego gest, czując, że robi mi się cieplej na sercu. - Jestem ci cholernie wdzięczny za to, że byłaś tam przy mnie.
- Wisisz mi co najmniej dwa pudełka lodów za próbę uduszenia mojej ręki. - Zaśmialiśmy się. Boże czy mi udało się go rozbawić?
- Zostaniesz ze mną jeszcze? - zapytał, wracając do poważnego wyrazu twarzy.
- Zostanę ile tylko będziesz chciał, głuptasie - zapewniłam.
  Wróciłam od Horana mniej więcej przed 22:30. Długo rozmawialiśmy na przeróżne tematy, obżerając się ciastkami z kawałkami czekolady. Gdy wychodziłam, oznajmił, że postanowił, przespać się z tym wszystkim i jutro porozmawiać z rodzicami o zaistniałej sytuacji, która według niego wydaje się być kretyńska i kompletnie niezrozumiała.
                                                         ***
  Ubrać sukienkę, czy zwyczajny strój? Spodnie czy spódnicę? Sweterek czy bluzę? Włosy związane czy rozpuszczone? Nakładać make-up? Jak się zachowywać? Powinnam ingerować w tematy związane z Taylor?
  Siedziałam na środku swojego łóżka, chowając twarz w dłoniach. Czemu zgodziłam się na pójście z Liamem do jego rodzinnego domu w jego obecnych stosunkach z domownikami?
- Kochanie przestań się zamartwiać. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - W pomieszczeniu zjawił się szatyn, trzymając w dłoniach Lokiego.
- Staram się wpoić twoje myślenie, ale chyba nie wychodzi mi to najlepiej - bąknęłam, zabierając od niego szczeniaka.
- Poradzimy sobie - czule ucałował moje czoło, siadając obok mnie i Lokiego.
  W końcu wzięłam się w garść. Wybrałam jasne rurki, biały top oraz szary sweterek. Włosy zostawiłam rozpuszczone, a na rzęsy nałożyłam odrobinę mascary. Przejrzałam się w lustrze, powtarzając ciągle słowa Liego ,,wszystko będzie dobrze. Poradzimy sobie''.
- Gotowa? - zawołał Payne.
- Gotowa - odparłam, ostatni raz głaskając naszą uroczą kruszynę.
  Wyszliśmy z mieszkania łapiąc się za ręce. Liam próbował mnie zagadywać, by odsunąć mój stres na bok, ale nie mogłam się skupić. Byłam tak zdenerwowana jak nigdy przedtem. Nawet przed poznaniem rodziców Zayna byłam bardziej wyluzowana, niż dziś.
- Padnie przodem - uśmiechnął się do mnie, otwierając przede mną drzwi.
  Wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze.

______________________________________
Od autorki: Ugh, przepraszam ponownie. Nie miałam czasu na dodanie rozdziału przez ostatnie dni. Dziś też ledwo go mam, ale nawiedzają mnie wyrzuty sumienia, bo nie lubię was zawodzić. Mam nadzieję, że się nie gniewacie słonka.
 Jak podoba się trzydziestka trójka? Spodziewaliście się, że Kath naprawdę będzie w ciąży? Też na jej miejscu tak byście zareagowali? A co myślicie o postawie Liama w tej sprawie? Co z sytuacją Niallera? Jak zachowalibyście się na jego miejscu? I jak potoczy się wizyta w rezydencji Payne'ów? Czekam na wasze propozycje! CZYTASZ=KOMENTUJESZ ☺
 Jeśli są tu osoby w wieku maturalnym, to przyznajcie się jak wam poszły egzaminy maturalne? :)
 Miłego dnia, puchatki. xx

piątek, 2 maja 2014

Rozdział trzydziesty drugi.

  Andy wyciągnął z kieszeni mały pilot i nacisnął jeden z trzech guzików. Wtedy szerokie, białe drzwi powoli zaczęły się unosić. Ich mozolność sprawiała, że miałam ochotę im pomóc.
  Gdy wreszcie mogliśmy zajrzeć do środka, okazało się, że w drewnianym koszyku, wypełnionym miękkim podłożem, śpi mały, czarno-biały, uroczy szczeniaczek. Natychmiast podeszłam bliżej, by delikatnie pogłaskać psinę.
- Naprawdę jest mój? - odezwałam się, nie odrywając wzroku od zwierzaka.
- Właściwie nasz - poprawił mnie Liam, zakładając ręce na biodra.
- Chyba jej się podoba - rzucił rozbawiony moim entuzjazmem, Andy.
- Na pewno - przytaknął mu Payne, a potem podszedł bliżej mnie i również zaczął głaskać szczeniaka po miękkiej sierści.
- Mogę już go zabrać do domu? - zapytałam, patrząc z nadzieją na chłopaka stojącego kilka kroków od nas.
- Oczywiście - zaśmiał się.
- Chcesz go nieść? - szatyn uniósł jedną brew do góry.
- Chcę - odparłam, biorąc zwierzaka na swoje ręce. Och, był jeszcze taki malutki i leciutki.
- W porządku - skinął, podnosząc się. - Dzięki stary, że się nim zaopiekowałeś. Mam u ciebie dług wdzięczności - zwrócił się do przyjaciela.
- Nie ma za co - uśmiechnął się - Opiekowanie się nim było całkiem przyjemne. Zastanawiam się, czy również nie kupić sobie psa.
- Nie zastanawiaj się, Andy! - podniosłam ton, podnosząc się z klęczków.
- Kath nie wszyscy są takimi miłośnikami czworonogów jak ty - Li wywrócił oczami. - Tak, czy inaczej, jeszcze raz dziękuję. Teraz już pójdziemy - dodał zaraz.
- Mam nadzieję, że w następny piątek zobaczymy się na mojej imprezie - puścił mi oczko.
- Ja też mam taką nadzieję - powiedziałam, opuszczając garaż.
- Więc do zobaczenia - pomachał nam na pożegnanie.
- Pa! - zawołaliśmy oboje, ruszając w kierunku naszego mieszkania.
- Więc? - mruknął, krocząc obok mnie.
- Więc, co? - powtórzyłam, marszcząc czoło.
- Liczyłem na miłe podziękowanie za sprezentowanie ci najsłodszego szczeniaka na świecie - wytłumaczył, udając obrażonego.
- Przepraszam, Leeyum. Byłam tak nim zafascynowana, że zupełnie zapomniałam, by cię wyściskać. Teraz niestety nie mam jak tego zrobić, bo nie chcę byś zgniótł moje urocze maleństwo - odrzekłam, uśmiechając się do psa.
- Mam wrażenie, że teraz to jemu będziesz poświęcać najwięcej uwagi - westchnął bezradnie.
- Daj spokój, kochanie - cmoknęłam jego policzek.
  Idąc obok Liego i trzymając małego szczeniaka na rękach czułam się tak fantastycznie, jak jeszcze nigdy dotąd. Radość przepełniała mnie od czubka głowy aż po palce u stóp. Byłam taka szczęśliwa!
  Spojrzałam na futrzaka, który przytulony do moich piersi, smacznie spał, a potem przypomniałam sobie rozmowę Liego i Andy'ego, którą odbyli w garażu.
- Kiedy go kupiłeś? - zapytałam bezpośrednio.
- Umm.. - zastanowił się na chwilę - Jakiś czas temu, a dokładniej w zeszłą niedzielę. Powiedziałem ci wtedy, że idę do Samuelsa, bo poprosił mnie o pomoc, a tak naprawdę wybraliśmy się do właściciela tego psa i dokonaliśmy zakupu. Andy zaoferował, że może się nim zająć do czasu twoich urodzin, więc się zgodziłem.
- Co by się z nim stało, gdybyś wyjechał do Londynu?
- Zostałby ci dostarczony w pudełku z wielką, niebieską kokardą - odpowiedział.
- Och - wyrwało mi się. - Dlaczego właśnie to podarowałeś mi na urodziny? Oczywiście nie chodzi o to, że mój prezent jest do bani, bo przecież byłeś świadkiem mojego zatracenia się w uroku tej psiny. Pytam z ciekawości.
- Kiedyś, na początku naszej znajomości, wspomniałaś, że bardzo chciałabyś mieć psa. Lubię widzieć cię taką szczęśliwą jak dziś, więc postanowiłem spełnić twoje marzenie.
- Znów - dodałam po jego słowach.
- Jak to znów? - zdziwił się, unosząc brew do góry.
- Najwyraźniej zapomniałeś już o zabraniu mnie na moją wymarzoną randkę.
- Wcale nie zapomniałem. Po prostu przebywanie obok ciebie nie pozwala mi się skupić na niczym, poza tobą - wzruszył ramionami.
- Aż tak na ciebie działam? - zaśmiałam się.
- Jeśli kiedykolwiek wymyślą urządzenie, mogące odczytywać ludzkie myśli, pozwolę ci wypróbować je na mnie - objął mnie ramieniem, muskając w policzek.
- Trzymam cię za słowo - odparłam. Zastanowiłam się przez chwilę o czym uprzednio rozmawialiśmy i znów się odezwałam: - Masz jakiś pomysł na imię dla naszego malca?
- Cheddar! - zawołał.
- To żart, prawda?
- Skąd! Mówię całkiem poważnie.
- Nie uprzykrzę mu życia tym imieniem, nie ma mowy - pokręciłam lekko głową. - Co myślisz o Scooby'm?
- Chcesz go nazwać imieniem psa z bajki? - roześmiał się.
- Nie ma w tym nic złego.
- Scooby Doo rozwiązywał zagadki, mówił, chodził na dwóch łapach i jadł za dziesięciu. Chyba nie chcę by nasz zwierzak brał z niego przykład.
- W porządku, masz rację - skinęłam, zagłębiając się w swoich myślach. - Może Lucky? Albo.. Aki?
- Loki! - wyrwał się nagle.
- Idealnie - skomentowałam, uśmiechając się do szczeniaka - Witaj w domu Loki - odparłam do niego, wchodząc na teren naszej działki.
  Kiedy weszłam w głąb mieszkania, zaraz po zdjęciu z siebie obuwia oraz kurtki, zorientowałam się, że nie mamy żadnego miejsca, w którym nasza kruszynka mogłaby dalej spokojnie spać.
- Loki chyba będzie dzielił z nami łóżko - odezwałam się, gdy Payne stanął obok mnie.
- Jak zawsze nie doceniasz moich możliwości - przewrócił teatralnie oczami, ruszając po schodach na górę. Wrócił do mnie dwie minuty później, trzymając specjalny kosz dla psa z małą kołderką w środku. - Pozwolę na to, byś poświęcała mu więcej uwagi niż mnie, ale nigdy nie pozwolę, by Loki spał z tobą na jednym materacu.
- Ale.. kiedy? - wydukałam zaskoczona.
- Harry wyświadczył mi przysługę - odparł, stawiając kosz na podłodze.
- Jesteś po prostu genialny. - Położyłam Lokiego w jego nowym legowisku. - Śpij dobrze, kruszynko - zwróciłam się do niego, głaszcząc czubek jego głowy.
- Weźmiemy razem kąpiel?
- Tak - odpowiedziałam, wpatrując się w szczeniaka. - Czekaj, co? - zorientowałam się jakie padło pytanie i jakiej udzieliłam odpowiedzi.
- Będę częściej wykorzystywał momenty twojego zafascynowania Lokim - zaśmiał się - Właśnie zgodziłaś się wziąć ze mną kąpiel, Katherine.
- Nie zasłużyłeś na to, po tym jak nie mogłeś dziś oderwać oczu od zgrabnego ciała Shakiry - podniosłam się, jednocześnie uśmiechając się cwaniacko.
- Chyba zapominasz, że zrekompensowałem się, wręczając ci twoją kruszynkę, czy jak tam go sobie nazywasz - również uniósł kąciki ust do góry.
- Okej, poddaję się, wygrałeś - westchnęłam. - Ale zdecydowałam, że wanna, znajdująca się w łazience na górze, będzie znacznie lepsza niż prysznic.
- Niech ci będzie.
  Ruszyliśmy do naszej sypialni. Naszej, nasze, naszemu. Wymawianie tych słów było milion razy lepsze od mój, moje, mojemu. Zdecydowanie.
  Zabrałam z szafki dresy oraz czarną bluzkę z znakiem batmana i skierowałam się do łazienki, odkręcając kurek z gorącą wodą. Wtedy do pomieszczenia wszedł Payne w samych bokserkach. Mój wzrok od razu powędrował na jego wyrzeźbiony tors, co natychmiast zauważył. Zarumieniłam się, co go bardzo usatysfakcjonowało. Pochlebiało mu, że mnie onieśmiela.
- Rozbierzesz się czy mam wypróbować ściąganie twoich ubrań zębami? - uniósł swoją brew do góry.
- Dziękuję, dam radę - wywróciłam oczami.
  Kiedy kochaliśmy się na naszej pierwszej randce, było ciemno, a radość, która pochłonęła mnie w całości, strąciła moją nieśmiałość na dalszy plan. Widziałam jego ciało nagie ponownie, kiedy zrobił mi ten wcale nie śmieszny kawał z sztuczną krwią. Ale dziś miałam stanąć przed nim.. całkiem naga i to w świetle łazienkowych lamp. Przez całe to myślenie, serce zaczęło walić mi jak oszalałe, a ja zaczęłam żałować, że zgodziłam się na wspólną kąpiel.
- Coś nie tak? - spytał, widząc, że stoję w jednym miejscu nic nie mówiąc od dłuższego czasu.
- Boję się, że moje niedoskonałości cię odstraszą - westchnęłam, spuszczając wzrok.
- Jakie niedoskonałości? - podszedł blizej mnie, podnosząc mój podbródek.
- Małe piersi, szerokie biodra..
- Shhh - przyłożył swój palec do moich ust - Nie kocham cię za to jak wyglądasz, Katherine, tylko za to jaka jesteś. A trzeba ci wiedzieć, że jesteś wyjątkowa. - Pocałował mnie delikatnie w usta.
  Był szczery jak jasna cholera, ale ja wciąż byłam przerażona. Taylor była idealna; piękne blond włosy, niebieskie jak ocean oczy, perfekcyjna figura, zgrabna dupa i do tego duże piersi. Co jeśli będzie udawał, że podoba mu się moje ciało albo gorzej, wyobrażał sobie, że stoi przed nim Swift?
  Opanuj się Kath - powiedziałam do siebie, karcąc się w myślach za te bezpodstawne obawy.
- W porządku, widzę, że moje słowa nie zdołały cię przekonać. Nie zamierzam cię do niczego zmuszać. Jeśli tylko chcesz, mogę wyjść i weźmiesz kąpiel sama - odrzekł łagodnie, i wcale nie z wyrzutem.
- Nie, Liam, ugh.. - Nie wiedziałam co robić. - Zostań. Po prostu odwróć się do mnie tyłem i zaczekaj aż wejdę do wanny. Wtedy do mnie dołączysz - dodałam po chwili zastanowienia.
- Okej.
  Zrzuciłam z siebie swoje ubrania. Stałam teraz w czarnych, koronkowych majtkach oraz zielonym staniku. Jego jako pierwszego zdjęłam, odsłaniając swoje małe piersi. Następnie zsunęłam z swojego ciała jedyny materiał, który osłaniał moje miejsce intymne.
  Wstrzymałam oddech, gdy Liam się poruszył. Jednak się nie odwrócił. W ogóle nie podglądał, choć sądziłam, że to właśnie będzie robił.
  Weszłam do wanny, zanurzając się aż po szyję.
- Chodź.
  Szatyn odwrócił się i zdjął z siebie niebieskie bokserki, a potem wszedł do wanny, zajmując miejsce naprzeciw mnie.
- Co cię tak bawi? - zmarszczyłam czoło, słysząc jego chichot.
- Nigdy nie brałaś kąpieli z Zaynem? - zignorował moje pytanie.
- Brałam.
- Więc dlaczego tak się zachowujesz? - zainteresował się.
- Bo przywykłam do Malika - odpowiedziałam. - Bez obaw, w jego przypadku było dokładnie tak samo.
- A może po prostu zbyt cię onieśmielam? - Czy to wciąż jest ten sam Liam którego znam?
- T-też - jęknęłam zażenowana, spuszczając wzrok.
- Wiedziałem - uśmiechnął się usatysfakcjonowany.
                                                      ***
  Po naszej kąpieli wskoczyliśmy do łóżka i okryliśmy się ciepłą kołdrą. Jak zwykle wtuliłam się w jego tors, układając głowę na jego wysuniętej do przodu ręce.
- Wiesz jak lubię spełniać twoje życzenia, prawda?
- Co masz na myśli? - odsunęłam się odrobinę, by móc patrzeć na jego twarz.
- Gdzie miałabyś ochotę jutro wyjść?
- Nie zastanawiałam się nad tym.
- Skoro tak, to mam propozycję.
- Cóż to za propozycja? - starałam się brzmieć formalnie, co odrobinę go rozbawiło.
- Pamiętasz, że Eve jest fotografem, prawda?
- Pamiętam - odparłam zaintrygowana.
- Wzięła udział w konkursie, w którym do wygrania były dwa bilety na jutrzejszy koncert The Script. Niestety ma masę roboty, a nie chciałaby, żeby bilety się zmarnowały, dlatego dała mi je dziś, mówiąc, byśmy wybrali się we dwoje.
- The.. The Script? - otworzyłam szerzej oczy. - Są fantastyczni! Naprawdę pójdziemy na ich koncert?
- Jeśli tylko się zgodzisz - odrzekł.
- Zgadzam się! - zawołałam z entuzjazmem.
- Więc idziemy na koncert. - Pocałował mnie w czoło. - A teraz dobranoc, księżniczko.
- Dobranoc, Leeyum.
  Zasnęliśmy.
  Rankiem zbudziły mnie wpadające przez okno promienie słońca. Przetarłam oczy i dostrzegłam wchodzącego do pokoju szatyna, niosącego tacę pełną jedzenia. Och, tak. Śniadanie do łóżka w każdą niedzielę było już tradycją, w ramach podziękowania za wprowadzenie się do mojego mieszkania, kiedy Karen wyrzuciła go z domu.
- Witaj, madame - powiedział zaspanym głosem, siadając na skraju łóżka.
- Nie rozpieszczaj mnie tak, bo będziesz do końca życia robił mi śniadania co niedzielę - mruknęłam, uśmiechając się lekko.
- Dla mnie to przyjemność - zaśmiał się, kładąc tacę z jedzeniem na moich nogach.
- Gdzie odbędzie się koncert The Script? - zapytałam, biorąc w dłonie chrupiącego tosta.
- Kojarzysz miejsce, do którego zabrałem cię na naszą pierwszą randkę? - Skinęłam. - Trochę dalej, za drewnianym pomostem, jest mniej drzew, a odległość od jeziora jest znacznie większa, więc to właśnie tam postanowili ustawić scenę, na której zagra The Script.
- Oryginalny pomysł - skomentowałam, biorąc drugiego kęsa.
- Zdaje się, że popiera go nawet pogoda. Jest dziś naprawdę ciepło - spojrzał na okno, lekko mrużąc oczy przez promienie słoneczne.
- Zgadza się. Na którą przewidziany jest występ?
- Punkt piętnasta - odpowiedział, upijając z swojej szklanki soku.
- O cholera - zaklęłam, patrząc na zegarek w telefonie. - Przecież to za trzy godziny!
- I to cię tak przeraża? - uniósł swoją grubą brew do góry.
- Zostało tak mało czasu, a ja muszę wyglądać olśniewająco! - zawołałam z wyrzutem.
- Dla kogo? - zmarszczył czoło, nie bardzo rozumiejąc o co mi chodzi.
- Danny zawsze wybiera z tłumu jedną dziewczynę, której po wejściu na scenę, dedykuję piosenkę, śpiewając jedynie dla niej* - wytłumaczyłam, odkładając tacę z jedzeniem na łóżko.
- I myślisz, że spośród tylu dziewczyn, wybierze właśnie ciebie? - próbował się nie śmiać, zaciskając usta.
- Dzięki za wsparcie - rzuciłam sarkastycznie, wygrzebując się spod ciepłej kołdry.
- Zdajesz sobie sprawę, że jeśli to ty znajdziesz się na tej scenie, będę przeraźliwie zazdrosny?
- Mogę pójść z Emily, jeśli nie chcesz - wystawiłam w jego stronę język.
- Nie ma mowy! - odparł stanowczo. - Będziesz jeszcze jeść?
- Nie - pokiwałam przecząco głową, podchodząc do niego - Ale dziękuję, że dla mnie wstałeś i przyrządziłeś to pyszne śniadanie - musnęłam lekko jego policzek, po czym wyszłam do łazienki.
  Załatwiłam swoją potrzebę fizjologiczną i wróciłam do pokoju, w którym nie było już Liama. Podeszłam do szafy i zaczęłam rozglądać się za czymś eleganckim, a jednocześnie przyciągającym uwagę. Żadna z sukienek nie była odpowiednia, więc zaczęłam przeglądać swoje spódnice. W końcu w ręce wpadła mi czarna, skórzana spódnica, sięgająca trochę przed kolana. Odłożyłam ją na podłogę i tym razem sięgnęłam ręką do sterty bluzek. Niebieska - nie. Zielona - absolutnie nie. Różowa - nigdy w życiu. Biała - idealnie. Położyłam ją na spódnicę i wyciągnęłam pudełko z biżuterią. Wybrałam długi, srebrny łańcuszek z zawieszką w kształcie gitary. Będzie wyglądał idealnie z wybranym strojem i czarną, skórzaną kurtką!
  Kiedy miałam już na sobie ubrania, ruszyłam do łazienki. Włosy rozczesałam, a następnie z kilku kosmyków zrobiłam loki. Zdecydowałam, że dziś postawię na odrobinę mocniejszy makijaż niż zwykle. Danny musi zostać porażony moim blaskiem i nawet nie zawahać się wybrać mnie, po ujrzeniu mojego szerokiego uśmiechu!
  Sięgnęłam po swój telefon i spojrzałam na godzinę. 13:07. Poszło mi szybciej niż zwykle.
  Zeszłam na dół. Payne siedział w salonie, przeskakując z kanału na kanał. Za nim do niego dołączyłam, przykucnęłam przy koszu, w którym spał Loki. Głaskałam go przez około pięć minut, szepcząc do niego coraz to słodsze określenia. Był taki uroczy i kochany!
- Kiedy wychodzimy? - zapytałam mojego obrońcy, po tym jak wreszcie oderwałam się od naszej prześlicznej psiny.
- Przecież zostały jeszcze dwie godziny - mruknął, wciskając wciąż ten sam przycisk na pilocie.
- Chcę stać w pierwszym rzędzie. Danny musi mnie zauważyć od początku koncertu.
- Nie uważasz, że odrobinę przesadzasz? - wywrócił oczami.
- Skąd - pokręciłam przecząco głową. - Jesteś po prostu za bardzo zazdrosny.
- Wyglądasz naprawdę fantastycznie, a Danny jest gwiazdorem i z pewnością zawsze dostaje to, czego chce.
- Dziękuję za komplement - zachichotałam, a potem lekko poczochrałam jego włosy, odrobinę niszcząc jego fryzurę. - Nigdy nie zamieniłabym ciebie na Danny'ego, nie martw się - dodałam.
  Szatyn jedynie wzruszył ramionami i znów wlepił wzrok w ekran telewizora. Z jednej strony cieszyłam się, że jest o mnie tak mocno zazdrosny, bo to udowadniało mi jak bardzo mu na mnie zależy. Jednak z drugiej to było trochę gówniane. Jego zły humor z pewnością nie poprawi się aż do końca koncertu.
                                                       ***
  Koncert zespołu The Script był zdecydowanie genialny. Świetnie się bawiłam, śpiewając wraz z nimi ich piosenki. Atmosfera była wprost niesamowita! A co najważniejsze; dopięłam swego! Danny od początku występu często na mnie zerkał i puszczał oczka, co z każdym razem wywoływało u mnie głośniejszy pisk. W końcu nadszedł czas wybrania jednej dziewczyny z tłumu i wokalista nie zawahał się, natychmiast wskazując na mnie. To było takie emocjonujące! Ja na scenie, jego piękna twarz, piosenka zadedykowana tylko dla mnie, mocny uścisk na koniec utworu. To wszystko upłynęło znacznie szybciej, niż bym się tego spodziewała.
  Przez cały ten czas Liam starał się dobrze bawić, ale kiedy Danny poprosił mnie na scenę, widziałam jego przeszywające spojrzenie i grymas na twarzy. Żeby się czymś zająć, wyciągnął swój telefon i zaczął robić mi zdjęcia, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Z tego całego szczęścia, zupełnie zapomniałam go o to poprosić!
  Gdy do niego wróciłam, wciąż się do mnie nie odzywał. Próbowałam go jakoś udobruchać, ale był uparty i udawał, że koncentruje się na występie.
- To już koniec na dziś, moi drodzy! Życzę wam miłego, niedzielnego wieczoru! Dzięki za to, że przyszliście! Trzymajcie się! - powiedział Danny, a potem zespół zniknął z naszych oczu.
  Złapałam Liama za rękę i już mieliśmy wracać do domu, kiedy podeszli do nas dwaj ochroniarze, pytając czy nazywam się Katherine. Po potwierdzeniu poprosili bym poszła z nimi na backstage, ponieważ Danny chciałby mnie jeszcze zobaczyć.
- Zaczekaj tu na mnie, kochanie - musnąwszy lekko policzek Liego, ruszyłam za mężczyznami.
- Kath! Jak miło cię znów widzieć - wokalista uśmiechnął się wysoko, kiedy mnie ujrzał.
- Ciebie również - wydukałam, wciąż nie mogąc się nadziwić, że stoję przed tym przystojnym Irlandczykiem.
- Masz dziś ochotę gdzieś wyjść? Do końca dnia mam wolne i chętnie spędziłbym z tobą trochę czasu - odparł, odkładając butelkę wody na stolik.
  Nie mogłam uwierzyć w słowa, które właśnie wyszły z jego ust. Sławny gwiazdor proponuje mi spędzenie kilku chwil w jego towarzystwie? To się dzieje naprawdę?
  Już miałam się zgodzić, kiedy pomyślałam o Liamie. Przecież nie mogę mu tego zrobić. Będzie na mnie jeszcze bardziej wściekły, niż jest teraz. Nie wybaczy mi przez najbliższy tydzień, że zgodziłam się na wyjście z Danny'm, wiedząc jak bardzo od początku był o niego zazdrosny.
- J-ja.. - jęknęłam, a potem wypuściłam powoli powietrze z płuc - Chętnie bym z tobą wyszła, a-ale mój chłopak zabiera mnie na.. randkę i nie chcę go wystawiać. S-sam rozumiesz. - Cholera. Nigdy przedtem nie byłam tak zdenerwowana, zdezorientowana i rozemocjonowana jak właśnie w tym momencie.
- Mówisz poważnie? - uniósł swoją brew do góry. - Odmawiasz sławnej gwieździe dla jakiegoś przeciętnego kolesia? - zaśmiał się, siadając w skórzanym fotelu.
- On wcale nie jest przeciętny. - To nie było miłe.
- Och, Kath - pokręcił głową, wciąż szeroko się uśmiechając - Wiem, że chciałabyś ze mną wyjść.
- Owszem - potwierdziłam, krzyżując swoje ręce na klatce piersiowej - Ale Liam będzie nieźle wkurzony, jeśli się zgodzę.
- Maleńka - zachichotał, podchodząc do mnie - Danny'emu się nie odmawia - przysunął się na tyle blisko, że niemal czułam jego oddech na swojej szyi - Powinnaś się dziś ze mną zabawić - poczułam jego jednodniowy zarost na swojej skórze. Zapach jego perfum doszedł do moich nozdrzy, powodując, że nogi się pode mną ugięły.
- N-nie Danny. - Jego urok coraz bardziej na mnie działał.
- Nie daj się prosić, maleńka - złożył delikatny pocałunek na mojej szyi, który wywołał miliony przyjemnych prądów na całym moim ciele.
- Zostaw ją! - Oboje podskoczyliśmy, słysząc za sobą stanowczy krzyk.
- Odpraw go, Katherine - wokalista przewrócił oczami na widok Liego i objął mnie ramieniem.
- Powiedziałem, że masz ją zostawić - mój obrońca syknął przez zaciśnięte zęby jednocześnie odciągając mnie od jego ciała.
- Już w porządku, Liam - odezwałam się wreszcie, orientując się w tym, co ja najlepszego wyrabiam. - Przepraszam, Danny, ale muszę już iść.
- Żałuj. Przeżyłabyś najlepszą noc swojego życia, a nawet zdobyła chwilową sławę - wzruszył ramionami. - Hej, Johny - zawołał do przechodzącego obok nas ochroniarza - Sprowadź mi Adriannę. Ona nigdy niczego mi nie odmawia - rzucił mi przelotne spojrzenie i wrócił na fotel.
  Złapałam dłoń Payne'a i wyszliśmy na zewnątrz.
- Przepraszam - szepnęłam, spuszczając wzrok w dół.
- Już, dobrze - pogłaskał mnie po policzku. - Byłem zazdrosny, bo kiedyś czytałem w prasie, że Danny to niezły flirciarz. Pomyślałem, że kiedy ci to powiem, nie uwierzysz mi i stwierdzisz, że gazety zawsze kreują złą stronę celebryty.
  Przytuliłam go mocno, oddychając z ulgą. Urok Danny'ego mógłby mnie sprowadzić na złą drogę, gdyby w porę nie zjawił się Liam.
                                                     ***
- Więc..? Zostanę ojcem, czy nie? - zapytał Liam, kiedy wreszcie dotarł do nas doktor, trzymający wyniki badania mojej krwi.

* fikcyjny fakt wymyślony przez autorkę.
_______________________________________
Od autorki: Strasznie przepraszam! Najpierw miałam dodać rozdział w środę, ale w domu byłam jedynie na chwilę i potem wróciłam późnym wieczorem. Wczoraj miałam już dodać na pewno, ale na cały dzień pojechałam na przejażdżkę rowerową, a potem zorganizowałam grilla na spontana. Mam nadzieję, że zrozumiecie to, że mam również swoje własne życie i nie zawsze znajdę czas na dodanie rozdziału w odpowiedni dzień.
 Jak podoba wam się trzydziestka dwójka? Spodziewaliście się, że Kath dostanie psa? Co z momentami Lath/Kiam w łazience? Czy zachowalibyście się jak Katherine, gdybyście mieli przed sobą przystojnego Danny'ego? Czy Liam powinien się na nią zdenerwować? Czy dwójka nastolatków zostanie rodzicami? Czekam na wasze propozycje! CZYTASZ=KOMENTUJESZ.
 Pogoda znów się zepsuła. A wczoraj było tak ładnie! Miłego dnia, miśki. xx