czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział trzeci

- Hej, Harry! No powiedz coś - szturchnęłam jego ciałem, ale na marne. - Dobra, to przynajmniej odpowiesz mi na pytanie, okej?
- Jakie? - przeniósł swój wzrok na mnie.
- Czy gdybyś miał dziewczynę i ta by cię zdradzała, chciałbyś się o tym dowiedzieć? Może jednak wolałbyś żyć dalej w niewiedzy?
- Oczywiście, że chciałbym wiedzieć.
- Więc mam to oznajmić Liamowi czy nie? - zmarszczyłam czoło.
- Myślę, że powinnaś to zrobić. Facet prawdopodobnie nie jest niczego świadom.
- Dziękuję - rzuciłam się na niego, oplatając mu szyję swoimi rękoma.
- Udusisz mnie! - krzyknął, śmiejąc się.
  Wygłupiając się na kanapie, przypomniałam sobie o tym, że muszę pójść na zakupy. Styles z początku nie chciał się ruszyć z domu, ale po dziesięciominutowym ubłaganiu go, w końcu się zgodził. Wychodząc, złapał mnie za dłoń. Trzymaliśmy się za ręce raczej jak para przedszkolaków niż para zakochanych, ale może to i dobrze. Nie chciałam żeby uważano mnie za dziwkę czy coś w ten deseń.
- To co tam musisz kupić? - odezwał się, spoglądając ze złością na mieszkanie Zayna.
- Przede wszystkim chleb i płatki. Co do reszty, to zadecyduję w sklepie - odpowiedziałam, przyspieszając kroku.
- Och, dlatego nie chciałem z tobą iść! Zapowiadają się dwugodzinne zakupy! Świetnie!
- Obiecuję, że będziesz mógł puszczać wiejską muzyczkę i tańczyć do niej, a ja przyznam się, że cię znam - przewróciłam oczami.
- Dobra, na to się piszę!
  Dotarliśmy do sklepu. Zabrałam czerwony koszyk w rękę i ruszyłam do pieczywa. Oprócz chleba, zabrałam również dwa pączki, dla mnie i dla tego lokowatego bałwana, tańczącego w rytm jakiegoś starego hitu. Wyglądał przekomicznie, próbując zrobić mi wstyd. Następnie dołożyłam do moich produktów kilka warzyw, owoców, serków i jogurtów. Od dawna odkładałam większe zakupy na później, dlatego dziś nie chcę o niczym zapomnieć.
- Kath? - Chłopak przestał tańczyć i spojrzał na mnie, dysząc ciężko.
- No? - mruknęłam, oglądając się właśnie za moimi ulubionymi parówkami.
- Myślisz... myślisz o tym Liamie? - wydusił, spoglądając na mnie niepewnie.
- Ale co myślę?
- No, czy siedzi w twojej głowie? Wiesz, czy wyobrażasz już sobie z nim wspólną przyszłość, łączysz swoje nazwisko z jego? - dopytywał, spuszczając lekko głowę.
- Zwariowałeś Styles? Na mózg Ci padło? - powtórzyłam jego dzisiejsze słowa, którymi zareagował na mój pomysł z drugim podbitym okiem do pary.
- Czyli, że ci się nie podoba?
- Jest przystojny, muszę to przyznać. I ma uroczy głos, a w jego brązowe oczy mogłabym wpatrywać się przez cały czas, ale on ma dziewczynę, a ja jestem z Malikiem.
- No, a gdyby był singlem?
- Wciąż mam Zayna - przypomniałam mu.
  Może źle coś odebrałam, ale wydawało mi się, że odetchnął z ulgą.
  W końcu koszyk był pełen, a my zbliżaliśmy się do kasy. Wyciągając zakupy na ladę, dostrzegłam Alice, a zaraz za nią Louisa. Och, świetnie! Jeszcze tylko ich tu brakowało, dzisiejszego dnia.
  Odwróciłam głowę w stronę kasjerki.
- Patrz, twój brat - szturchnął mnie Harry. - Lou! Co tam stary? - krzyknął do chłopaka, a ja nacisnęłam swoją stopą na jego buta. - Ałć, za co? - oburzył się.
- Cześć wam! - usłyszałam za sobą uradowaną Alice.
  Dasz radę, pomyślałam.
- Hej - odparłam nieśmiało, pakując produkty do siatki.
- Co tam szczeniaki? - obok dziewczyny pojawił się Tommo.
- Nie zapominaj, że mamy po tyle samo lat - rzucił do niego Styles.
- Ta, ta - wywrócił oczami. - To co słychać? - zapytał, spoglądając na mnie, co dostrzegłam zaledwie kątem oka.
- Robimy zakupy, nie widać? - powiedziałam, poszukując portfela.
- Co ja ci zrobiłem? Zamiast rzucić się na swojego starszego braciszka, bo dawno go nie widziałaś, pałasz do mnie takim chłodem, że zaraz zamarznę! - zażartował, uśmiechając się łobuzersko.
- Bardzo śmieszne, panie Tomlinson - burknęłam, płacąc miłej ekspedientce.
  Biorąc siatki w ręce, spuściłam głowę, wciąż stojąc tyłem do towarzystwa. Za nic w świecie nie chciałam, by Louis zauważył mojego siniaka. Jeśli się zorientuje, z pewnością nic nie skończy się dobrze.
- Może do ciebie wpadniemy? - odrzekła do mnie Alice.
- Nie! - podniosłam ton, zapominając się i odwracając przodem do nich.
- Kath, masz podbite oko! - Och, co ty nie powiesz braciszku?
- Spadłam ze schodów w nocy, jak schodziłam po ciepłe mleko - wytłumaczyłam z spokojem, który jakimś cudem udało mi się zachować.
- Zabiję go kurwa! Gnojek już nie żyje, obiecuję! - chłopak zacisnął dłonie w pięść.
- Jakbym widział siebie! - zauważył Hazza. - Idę z tobą - stwierdził zaraz.
- Nikt do niego nie pójdzie panowie. Ja i Harry wracamy do mojego mieszkania, a wy po zrobieniu zakupów, do swojego. Koniec tematu, żadnych protestów - skrzyżowałam swoje ręce na klatce piersiowej.
- Gówno mnie twoje zdanie obchodzi siostrzyczko, w takiej sytuacji. Styles, idziesz ze mną?
- Jasne! - zadeklarował się.
  Wiedziałam, że nie ma już odwrotu. Kiedy Lou się na coś uprze, bardzo ciężko jest go od tego odciągnąć, nawet jego partnerka sobie z tym nie radzi. Mam to po nim, więc na to żeby odpuścił, nie było szans. Mogłam jedynie pójść z nimi i bronić swojego chłopaka rękami i nogami.
  Szybko znaleźliśmy się w mieszkaniu Zayna. Otworzył nam mój ukochany, wiedząc co się szykuje. Stanął z spuszczoną głową i czekał na atak.
- Przestańcie! Przecież on żałuje do cholery jasnej! Nic się nie stało! Ja żyję, ludzie! Robicie z tego nie wiadomo co! On nie zasługuje nawet na żadne oszczerstwa z waszej strony, bo jest aniołem, moim aniołem - warknęłam, stając przed Mulatem.
- Katherine, błagam! Jak aniołem może być chłopak, który cię krzywdzi? Dlaczego jesteś nim tak bardzo zaślepiona?! - zwrócił się do mnie Tommo.
- Słyszałam te słowa dziesięć tysięcy razy! On nie jest takim za jakiego go macie. Nie doceniacie..
- Oni mają rację - odezwał się czarnowłosy chłopak, przerywając moją wypowiedź.
- Co? Nawet tak nie myśl skarbie. Nie słuchaj ich - przysunęłam się do niego, wtulając głowę w jego ramiona.
- Pamiętaj, że cię kocham - szepnął mi do ucha i musnął moje włosy.
- Ja ciebie też - odpowiedziałam, po czym odwróciłam się do ,,oddziału'' występującego przeciw nam. - Idziemy! Ale już!
  Wyszliśmy na zewnątrz. Spojrzałam na nich morderczym wzrokiem i ruszyłam do swojego domu. Nie obchodziły mnie nawoływania przez Harry'ego oraz jego niby to szczere przeprosiny. Popełnił błąd, słuchając się mojego nieodpowiedzialnego braciszka. Nie wiem kiedy będę w stanie z nim normalnie porozmawiać, bo jak na razie to nie chcę go widzieć na oczy. Jak zresztą całej trójki.
                                                           ***
  Po całonocnym płaczu w poduszkę, obudziłam się z worami pod oczami. Siniak był o wiele mniejszy, więc puder zdołał przysłonić go jeszcze bardziej. Zjadłam śniadanie i zabierając swoją torbę, zamknęłam dom na klucz i wyszłam do pracy.
  Podążając ku szkole, przypomniałam sobie o Taylor. Czy powinnam powiedzieć Liamowi, co wyprawia jego dziewczyna, kiedy on nie patrzy? Z jednej strony zachowałabym się źle, mieszając się w jego prywatne sprawy, ale z drugiej.. Przecież nie mogę pozwolić na to, by przyprawiano mu rogi!
  Zamyślona, wpadłam na jakąś dziewczynę, która warknęła do mnie coś niezrozumiałego. Mało się nią przejmując, zaczęłam przeszukiwać wzrokiem korytarz, by odnaleźć Payne'a. Mniej niż minutę zajęło mi odszukanie go wśród wszystkich studentów. Niestety był w towarzystwie Tay, która będąc przylepą, nie pozostawi nas samych nawet na sekundę. Zrezygnowana, podążyłam do biblioteki.
  Usiadłam na krześle i westchnęłam. Czułam się dziwnie pusto bez porannego starcia z Harry'm oraz jego mocnymi i bezpiecznymi ramionami. Gdy złapałam się na myśleniu o tym, zorientowałam się, że nie żywię już do niego urazy. Zresztą nie tylko do niego, ale i do pozostałych. To ich obowiązek. Martwią się o mnie. A ja zamiast im podziękować, traktuję ich jak najgorszych łajdaków.
- Kath, co się stało? - ujrzałam przed sobą Emily.
- Kiedy weszłaś? - zdziwiłam się.
- Wołałam cię, ale byłaś tak pogrążona w swoim świecie, że nawet nie usłyszałaś moich krzyków - wytłumaczyła.
- Przepraszam.
  Opowiedziałam przyjaciółce o wydarzeniach z minionego dnia. Nie wiedziałam po co to wszystko, skoro i tak stanęła po stronie mojego braciszka. Uznała, że Zaynowi należy się obicie tej jego seksownej buźki. No tak, czego ja się po niej spodziewałam?
- Muszę iść na lekcje - skrzywiła się.
- Więc co tu jeszcze robisz? - uniosłam lewą brew do góry.
- Wyganiasz mnie! - oburzyła się, zeskakując z biurka.
- Skąd - zaśmiałam się.
  Emily oddaliła się, pozostawiając mnie samą.
  Z chęcią wzięłam do rąk zmierzch. Musiałam oderwać się od rzeczywistości oraz nawiedzających mnie myśli, które nie dawały mi chwili wytchnienia. Pozostało mi już jedynie parę kartek, więc sądzę, że dziś zabiorę się za drugą część.
  Rozległ się dzwonek. Z niechęcią odłożyłam książkę i podniosłam głowę, wypatrując studentów. Pierwszym, który wszedł, był dobrze znany mi kujon. Dalej pojawiła się Aleks, po nową część Kroniki Wampirów. Zamieniłyśmy kilka słów odłącznie naszej wspólnej pasji i opuściła pomieszczenie, w którym znalazła się Martina. Podeszła do biurka, uśmiechając się lekko. Dziś na powrót wydawała mi się nieśmiałą, szarą myszką.
- Cześć Katherine - przywitała się.
- Hej - odpowiedziałam, unosząc kąciki ust do góry.
- Dziś środa, więc..
- Mamy dziś środę? - przerwałam jej.
- Straciłaś rachubę czasu - zaśmiała się. - Tak, mamy dziś środę. Ostatnio obiecałam ci wieczór filmowy, więc co ty na to? Wpadniesz do mnie?
- Zależy czy będzie popcorn - zachichotałam.
- Bez niego się nie obejdzie! Mogę załatwić różne smaki, jeśli chcesz.
- Brzmi świetnie!
- Dasz mi swój numer? Około szesnastej wyślę ci adres, zgoda?
- Jasne, już podaję.
  Bibliotekę znów wypełniła cisza, po tym jak dziewczyna ją opuściła, by udać się na lekcję. Skorzystałam z okazji i wyciągnęłam jednego z zakupionych wczoraj pączków. Już miałam zacząć się nim delektować, gdy usłyszałam swój dzwoniący telefon.
- Cześć, skarbie - odparłam, odbierając.
- Hej. Chciałbym ci wynagrodzić wszystkie swoje złe czyny, dlatego.. dasz się dziś wyciągnąć na kolację przy świecach? - zapytał uroczym głosem Malik.
  Westchnęłam, zupełnie nie widząc co odpowiedzieć. Dopiero co umówiłam się z Martiną na wieczór filmowy. Nie chciałam jej odmawiać, bo poczułaby się urażona i kto wie, może więcej by się do mnie nie odezwała, a przecież tak bardzo chciałabym jej pomóc w dostosowaniu się do życia w Doncaster. Ale Zayn.. kolacja przy świecach! Która kobieta chciałaby z tego rezygnować?
- Kath, jesteś tam? - usłyszałam.
- Tak. Przepraszam kochanie, ale mam już dzisiaj plany. Może jutro gdzieś się wybierzemy? - przegryzłam dolną wargę, czując, że będzie na mnie okropnie wściekły.
- Rozumiem, rozumiem. Wpadnę dziś do ciebie po pracy i wtedy to omówimy, zgoda? - zaproponował.
- Zgoda - odetchnęłam z ulgą.
- To do zobaczenia, księżniczko - rozłączył się, nie czekając na odpowiedź.
  Uśmiechnęłam się do siebie. Uwielbiam kiedy mówi do mnie tak słodko, jak przed chwilą, a rzadko się to zdarza. Mój chłopak uważa się za największego bad boy'a ,,na dzielni'' i twierdzi, że takie słowa nie mogą mu przechodzić przez gardło, bo zepsułby swoją reputację. Cały on!
 Powróciłam do swojej lektury, którą skończyłam w kilka minut. Niewiele się zastanawiając, wstałam i podeszłam do odpowiedniego regału po drugą część historii Belli i Edwarda, zwaną Księżyc w nowiu.
  Kolejna przerwa. Kilkoro studentów przyszło by wypożyczyć zadaną im lekturę. Obsługując ostatniego z grupki przybyłych, dostrzegłam Liama. Nie podszedł do biurka. Usiadł przy jednym z stolików i położył przed sobą książkę, której tytułu nie zdążyłam dostrzec. Po chwili zostaliśmy w pomieszczeniu sami.
  Patrzyłam na niego, walcząc ze sobą w myślach. Powiedzieć mu o poczynaniach jego ukochanej, czy nie wtrącać się w jego sprawy? Co powinnam zrobić? Które wyjście jest lepsze? Harry powiedział, że wolałby wiedzieć, gdyby jego dziewczyna doprawiała mu rogi, ale co jeśli szatyn, siedzący naprzeciw mnie, nie chce tego wiedzieć? Czy powinnam posłuchać zasady raz się żyje?
  Moje przemyślenia przerwało nadejście Taylor. Stanęła w wejściu, sztucznie się do mnie uśmiechając. Miała na sobie ciemne dżinsy, kremową bluzkę i czarną marynarkę. Odwróciła wzrok, by odnaleźć swojego chłopaka i gdy w końcu jej się to udało, podeszła do niego.
- Szukałam cię - powiedziała z oburzeniem w głosie.
- Nie muszę być z tobą całymi dniami - odparł, nie odrywając oczu od czarnych literek.
- Nawet na mnie nie spojrzałeś! - podniosła ton. Aż mnie ciarki przeszły!
- Taylor, proszę, zostaw mnie w spokoju. Chciałbym sobie poczytać w tym cichym miejscu.
- Cichym miejscu dla lamusów. Poczytasz w domu, chodź już proszę - błagała.
- W domu? Znów będziesz chciała obejrzeć film lub zrobić razem ze mną zadania domowe, bo czegoś nie zrozumiałaś. Nie dajesz mi chwili wytchnienia. Wszędzie za mną chodzisz. Przepraszam, że ci to mówię, ale taka jest prawda.
- Może i masz rację, ale dobrze wiesz jak czuję się, gdy ciebie nie ma obok. Mam ochotę usiąść i płakać, bo mam wrażenie, że odebrano mi cząstkę mojego ja.
- Tay! Tay! Jesteś tu?! - usłyszałam krzyki z korytarza.
- Porozmawiamy o tym później. Jason mnie woła, idziesz z nami, czy zostajesz w miejscu dla lamusów? - spytała chłopaka, rzucając mi przelotne spojrzenie.
- Nie, dołączę do was później - wzruszył ramionami.
- Okej.
  Patrzyłam jak blondynka wychodzi z pomieszczenia, aż zorientowałam się, że Liam spogląda w moją stronę. Pokręciłam głową w celu powrotu do obecnej sytuacji i wypuściłam powietrze z płuc. Wstałam z krzesła i ruszyłam w stronę studenta, który uważnie mnie lustrował. Usiadłam naprzeciw niego. Serce waliło mi jak oszalałe, a nogi były niczym z waty. Nie byłam do końca pewna tego, co zamierzam mu powiedzieć, ale wiedziałam, że chcę to mieć już za sobą. Wiedziałam również, że chciałabym dla niego dobrze.
- Chciałabym ci coś wyznać, pozwolisz, że oderwę cię na chwilę od książki? - zagadnęłam nieśmiało.
- Jasne. Zamieniam się w słuch.
  Dasz radę Kath, dasz radę.

__________________________________________________
Od autorki: Kolejny rozdział, w którym praktycznie nic się nie dzieję, ale mam nadzieję, że i tak wam się podoba. Cholernie wam dziękuję za ten grubo ponad tysiąc wejść, 22 obserwatorów i mnóstwo komentarzy pod rozdziałem! Liczę na to, że blog rozwinie się jeszcze bardziej, ale do tego jest mi potrzebna wasza pomoc. Przekazujcie swoim znajomym moje opowiadanie, polecajcie je. Może również innym się spodoba?
 Czy Katherine dobrze postąpiła, odmawiając kolacji z Zaynem? Dlaczego Liam zachowuje się tak oschle wobec swojej dziewczyny? Czy Kath zdobędzie się na odwagę i wyzna Liemu, że jego ukochana go najzwyczajniej w świecie zdradza? Czekam na wasze propozycje! A wy dowiecie się tego z kolejnych rozdziałów. Zwijam na angielski, miłego dnia wszystkim. x 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział drugi

- Liam? - szepnęłam, spoglądając w jego ledwo widoczne tęczówki.
  Obraz się rozmył, a ja na powrót znalazłam się w swoim pokoju, który otaczała ciemność. Spojrzałam w bok, uświadamiając sobie, że Zayn spokojnie śpi tuż obok mnie. Skoro tu jest, oznacza to, że znów to zrobił. Przyszedł do mnie, nie kontrolując swoich czynów, choć obiecał mi rano, że na pewno się nie pojawi, mając taką dawkę alkoholu w organizmie. Poczułam zaschnięte łzy na moich policzkach i rozmyty makijaż. Wiedziałam, że czas pójść do łazienki.
  Stanęłam przed lustrem. Widok był okropny. Siniak pod okiem, czerwone od płaczu białka oraz czarna maź, tworząca drogę, którą płynęły łzy. Wyglądałam jak zombie, ale wiedziałam, że czas coś z sobą zrobić. Wzięłam odprężający prysznic, po którym, przebrana w piżamę, zeszłam do salonu i rozłożyłam się na kanapie, okrywając kocem.
  I wtedy przypomniałam sobie, co mi się śniło. Co Liam robił w moim śnie? Dlaczego akurat on? I czemu po wyszeptaniu jego imienia, obraz się rozmył, a ja się przebudziłam? Tak wiele pytań nasuwało mi się na usta, ale na żadne z nich nie było odpowiedzi i prawdopodobnie nie miały się one pojawić. Wyszłabym na idiotkę, pytając szatyna o to, co robił w moim śnie. Jak nic roześmiałby się, a potem rzucił jakimś szyderczym wyzwiskiem i rozpowiedział pozostałej części studentów, że jestem wariatką i mają trzymać się ode mnie z daleka.
  W końcu jednak, udało mi się zasnąć.
- Kath? Żyjesz? Proszę, odezwij się. - Usłyszałam nad sobą znajomy, anielski głos.
- Zayn? - spytałam, zmuszając się do otwarcia powiek.
- Przepraszam! Boże, nie wiem co mi odbiło! Nie mam żadnego usprawiedliwienia na swoje zachowanie, wiem. Nie dotrzymałem obietnicy, tego również jestem świadom. Ale proszę, wybacz mi. Tak bardzo cię kocham. Wiesz, że nie zrobiłbym ci nigdy w życiu krzywdy. Jesteś całym moim światem. - Wyglądał żałośnie, a w jego oczach zbierały się łzy.
- Cii - przyłożyłam palec do jego ust. - Chodź do mnie - otworzyłam swoje ramiona.
  Mulat przysunął się do mnie i delikatnie wtulił. Głaskałam jego czarne włosy, szepcząc, że nic się nie stało. Powoli dochodził do siebie, wciąż przepraszając mnie za swoje głupie i nieodpowiedzialne zachowanie.
- Wybaczyłam ci, jasne?
- Jesteś aniołem, moim aniołem. Przyrzekam, nigdy więcej. Tym razem się zagalopowałem, a chłopaki mnie nakręcili na kolejną akcję i tak to wyszło.. - westchnął, odrywając się od mojego ciała.
- Nie rozmawiajmy już o tym, dobrze? - potarłam palcem jego policzek.
- Z przyjemnością. Tylko.. co powiesz na to podbite oko, hmm? - musnął swoimi ciepłymi wargami miejsce wczorajszego ataku.
- Spadłam z schodów - wzruszył ramionami.
- Niezbyt wiarygodne wytłumaczenie.
- Jeśli nie uwierzą, ich sprawa.
- Kochanie jeszcze raz prze..
- Nawet nie waż się przepraszać mnie po raz tysięczny pierwszy. Skończyliśmy temat. Muszę zjeść śniadanie i iść do pracy. Ty również powinieneś - przerwałam mu, wstając z kanapy.
- Wiem, wiem. Kath? - spojrzał na mnie z miną zbitego psa.
- Tak, zrobię ci śniadanie - odpowiedziałam na jego niewypowiedziane pytanie i ruszyłam do kuchni.
  Wyciągnęłam wczorajszy chleb z szafki. Nałożyłam na niego ser, ketchup oraz majonez i włożyłam do tostera. Dziś po powrocie z pracy, czekały mnie jak nic jakieś większe zakupy, bo zaczynało robić się pusto.
- Wyglądasz tak seksownie w tej piżamie, że nie mogę oderwać oczu. - Chłopak położył ręce na mojej talii, a następnie musnął delikatnie moją szyję.
- Nie rozpraszaj mnie bałwanie - zachichotałam, przygotowując kolejne tosty.
- Hej! Bądź grzeczna i nie rzucaj we mnie wyzwiskami, co?
- Bo co mi zrobisz? - Droczyłam się z nim.
- Na przykład to - powiedział, obracając mnie do siebie przodem i z łatwością wpijając w moje usta.
- Hmm, chyba pozostanę przy mojej gorszej stronie, skoro mam dostawać takie kary - uśmiechnęłam się, spoglądając w jego piwne oczy.
- Gorszo strono Kath, przypalają ci się tosty - wystawił w moją stronę język.
                                                         ***
  Pożegnałam się z Malikiem i ruszyłam w stronę szkoły. Próbowałam zakryć mojego siniaka pod okiem jakimś tanim pudrem, którego prawie w ogóle nie używam, ale niestety nie udało mi się to tak do końca. Obawiałam się cholernie reakcji Harry'ego, Emily i Nialla. Rozszarpią Zayna na malutkie kawałeczki, jeśli zdają sobie sprawę, że to jego sprawka, a na pewno tak będzie. Niestety nie mogłam nic na to poradzić.
  Przekroczyłam próg i od razu zauważyłam podążającego w moja stronę Hazzę. Na jego twarzy malował się smutek, pomieszany z szczyptą cierpienia i złości.
- Co się stało? - odezwałam się od razu, gdy pojawił się obok mnie.
- Zabiję go - warknął, zaciskając dłonie w pięść.
- Kogo? - wypaliłam, choć dobrze wiedziałam co jest grane.
- Twojego fagasa, a kogo! Zaufałaś mu, a on zwyczajnie, po raz kolejny cię skrzywdził. Katherine, czy ty naprawdę nie widzisz jaki z niego potwór? Jak w ogóle możesz kochać kogoś takiego? Nie rozumiem cię dziewczyno, kompletnie cię nie rozumiem - kręcił głową, patrząc mi prosto w oczy.
- To nie jego wina. Koledzy go podpuścili i tyle. Nic się nie stało, ja żyję - pomachałam mu ręką przed twarzą.
- Jak zawsze niepotrzebnie go tłumaczysz! Gdyby nie chciał twojej krzywdy to skończył by z tym durnym uzależnieniem nawet teraz i zaczął starać się być normalnym chłopakiem!
- Uspokój się. Cały się spiąłeś! Mam wrażenie, że zaraz mnie pobijesz i będę chodziła z dwoma podbitymi oczyma. Chociaż wiesz co? Przynajmniej mój pierwszy siniak nie będzie taki samotny - zaśmiałam się. - Wal śmiało, Styles.
- Kath, na mózg ci padło? Żartujesz sobie z czegoś takiego? Co ten człowiek z tobą zrobił? - Nie zastanawiając się dłużej, przyciągnął mnie do siebie i mocno objął ramionami.
  Na to czekałam odkąd tylko go zobaczyłam. Żadnych słów, po prostu bliskość. Wiedziałam, że w jego uścisku jestem całkowicie bezpieczna. Ten lokowaty chłopak to zdecydowanie jedna z najlepszych rzeczy, jaka mogła mnie w życiu spotkać. Nie wiem jakbym bez niego przetrwała.
- Muszę już iść - oderwałam się od jego ciała, wykrzywiając usta w grymas.
- Ja też. Wpadnę dziś do ciebie po szkole, zgoda?
- Po co? - zdziwiłam się.
- Myślisz, że pozostawię cię z tym gnojkiem samą? Nie jestem na tyle głupi, by na to zezwalać.
- Harr..
- Bez protestów. Do zobaczenia - przerwał mi, muskając moje czoło.
  Wzdychając głęboko, posłałam mu blady uśmiech, kiedy się odwrócił w moją stronę i poszłam do biblioteki, po drodze szukając kluczy od drzwi, przez które musiałam przejść, żeby znaleźć się na moim miejscu pracy.
  Usiadłam na obrotowym krześle i wyciągnęłam zmierzch. Coraz bardziej kręciła mnie historia Belli i Edwarda. Wyobrażałam sobie nawet, że tutaj w Doncaster, jest człowiek-wampir i zakochuje się we mnie, a potem żyjemy długo i szczęśliwie na wieczność. Śmieszne, co?
  Nim się zorientowałam, zadzwonił dzwonek. Odłożyłam książkę i wyprostowałam się, czekając na dzisiejszych ,,gości''.
- Katherine! - usłyszałam piskliwy głos przyjaciółki.
- Jestem, jestem - odpowiedziałam. Przecież zawsze tu jestem, dlaczego mnie nawołuje za każdym razem, gdy tu przychodzi?
- Spotkałam Harry'ego po drodze i mówił, że przychodzi dziś do ciebie, więc może też wpadnę i.. - stanęła jak wryta, spoglądając na moją twarz. - Nie! Nie mów, że znów to zrobił! - podniosła ton.
- Ależ skąd - machnęłam ręką, próbując zachować powagę. - Wiesz jaka ze mnie niezdara. Wywróciłam się na schodach i tyle - wzruszyłam ramionami.
- Ostatnio dość często uderzasz się o szafki, spadasz ze schodów..
- Emily, o co ci chodzi? - zmarszczyłam brwi.
- Dlaczego mnie okłamujesz? Przecież dobrze wiesz, że nie jestem aż tak głupia, by uwierzyć w twoje bajeczki.
- Warto próbować - westchnęłam, spuszczając głowę.
- Kath wiem, że go kochasz i chcesz go chronić, ale tak nie można! Czemu pozwalasz mu się tak traktować? Niedługo jego szczeniackie zachowanie doprowadzi do czegoś gorszego. Albo stanie się najgorsze i już nigdy więcej nie dane mi będzie cię zobaczyć.
- Przestań! Malik nigdy by mnie nie skrzywdził.
- Jasne, jasne. A co właśnie robi? Zrozum, że nie mówię tego dla siebie, tylko dla ciebie! Chcę twojego dobra i szczęścia. Znam twoją przeszłość, mam pojęcie ile się wycierpiałaś. Nie chcę byś dalej żyła w szarym świecie.
  Przyglądałam się jej z rozdarciem. Kocham tę dziewczynę całym swoim sercem i czuję, że chce dla mnie dobrze, ale jednocześnie kocham mojego czarnowłosego chłopaka, bez którego nie wyobrażam sobie dalszego funkcjonowania.
- Nie cierpię - zdobyłam się na szczery uśmiech. - Idź już, bo studenci właśnie idą po książki.
- Jeszcze do tej rozmowy wrócimy - rzuciła mi mordercze spojrzenie i wyszła.
  W bibliotece pojawiła się Martina. Kiedy weszła do pomieszczenia, miałam wrażenie, że odetchnęła z ulgą i zaczęła pewniej stąpać po ziemi. Być może miało to sens, gdyż przy mnie mogła czuć się swobodnie.
- Cześć! - przywitała się, unosząc kąciki ust do góry.
- Hej! Co tam dzisiaj potrzebujesz? - zapytałam.
- Właściwie to przyszłam zaproponować ci wieczór filmowy w środowy wieczór. Co ty na to? - uniosła jedną brew do góry.
- Świetny pomysł! - klasnęłam w dłonie.
- No to do zobaczenia - pomachała i oddaliła się.
  Wydawała mi się być całkiem w porządku, więc z chęcią przystałam na jej propozycję. Lubię pomagać, więc chciałabym sprawić, by poczuła się w tej placówce pewniej. Fajnie jest mieć chociaż jedną znajomą osobę.
  Myśląc o spotkaniu z nowo poznaną dziewczyną, dostrzegłam, że stoi przede mną Liam we własnej osobie.
- Coś.. podać? - wyjąkałam, lustrując jego twarz.
  Szatyn patrzył na mnie przez kilka sekund, które wydawały mi się wiecznością. Następnie przyłożył swoją dłoń do mojego siniaka i przyjechał po nim opuszkami palca. Przez chwilę zapomniałam gdzie jestem, zatracając się w jego czekoladowych oczach, przepełnionych cierpieniem i smutkiem.
- Co ci się stało? - Usłyszałam jego melodyjny głos.
- Nic takiego ja.. Spadłam ze schodów. Niezdara ze mnie.
- I kłamczucha - dodał, zabierając swoją rękę od mojej twarzy.
- Wcale nie. Mówię prawdę. - Starałam się być jak najbardziej przekonująca.
- Kto ci to zrobił? Napadli cię na ulicy? - dopytywał, puszczając moją odpowiedź mimo uszu.
- Nikt mnie nie napadł, spadłam ze schodów. Ot cała historia. - Denerwowałam się jeszcze bardziej, próbując tego jakoś nie okazać.
  Usłyszałam czyiś bieg i zwróciłam wzrok ku drzwiom.
- Liam! Tutaj jesteś! Tyle cię szukałam! Dlaczego nie powiedziałeś gdzie idziesz?
  W pomieszczeniu zjawiła się wysoka blondynka. Była ubrana w jasne dżinsy, białą bluzkę i czarny sweterek. Wyglądała na bogaczkę. Przyjrzałam się jej jeszcze bardziej i dostrzegłam jak bardzo jest piękna. Blada cera idealnie współgrała z niebieskimi oczami i czerwonymi od szminki ustami.
- Taylor, nie możesz mnie zostawić nawet na pięć minut? - westchnął, wciąż patrząc na mnie.
- Dobrze wiesz jak czuję się bez Ciebie. Jakby mi odebrano jakąś cząstkę mnie. Chodź już. To miejsce dla lamusów. - Podeszła do niego i złapała za dłoń, ciągnąc w swoją stronę.
- Nie zgadzam się z twoim zdaniem, ale dobrze, idę już - rzucił mi ostatnie spojrzenie i zniknął za drzwiami.
  Co się właśnie stało? Czy owy Payne, którego uważałam za łajdaka, zainteresował się tym, co mi się stało? Czy dotknął mojego siniaka i patrzył na mnie z cierpieniem i smutkiem? Czy nie chciał mnie pozostawić i odejść ze swoją dziewczyną, którą kompletnie olał, wciąż spoglądając mi w oczy? Zwariowałam na tyle, by sobie coś takiego wyobrazić?
  Pokręciłam głową i z zaskoczeniem zorientowałam się, że to naprawdę miało miejsce. Cóż, chyba pomyliłam się co do Liama, sadząc, że to kolejny bogacz, traktujący biedniejszych ludzi jak śmieci. Nie powinnam była go wtedy tak źle potraktować. To dobry człowiek.
- Kath? - Usłyszałam znajomy głos.
- Niall! Przepraszam, odleciałam trochę.
- Wybaczam. Ale Zayn na moje wybaczenie liczyć nie może - syknął.
- Wszyscy jesteście tacy sami - westchnęłam. - Proszę, przestańcie. Wiem, że Malik nie powinien do mnie wczoraj przychodzić, on sam jest tego świadom. Ale koledzy go podpuścili i nie mógł się oprzeć. Nic mi się nie stało. Siniak pod okiem to jeszcze nic wielkiego.
- Więc żeby do ciebie wreszcie dotarło, co to za potwór, musisz umrzeć?! Bo patrząc na to co się dzieje z tym cholernym gnojkiem, już niebawem się tego dopuści. - Z jego niebieskich tęczówek biła złość, pomieszana z niepokojem o moją osobę.
- Nie posunie się do tego! Kocha mnie! - wykrzyczałam, czując, że zbiera mi się na płacz.
- Uspokój się głuptasie. - Zmieszany chłopak podszedł by mnie przytulić. - Wiesz, że chcę jedynie twojego dobra i nie mogę pozwolić mu na takie traktowanie.
- Wiem, wiem - mruknęłam, wtulając głowę w jego tors.
  Trwaliśmy tak do czasu, aż przyszła grupka osób, by wypożyczyć książki. Dostali już zadanie domowe w postaci przeczytania zadanej lektury, więc odczepiając się od blondaska, ruszyłam w poszukiwaniu odpowiedniego autora i tytułu.
  Nastała kolejna lekcja, więc znów pozostałam sam na sam z swoimi myślami. Złapałam się na tym, że głównym tematem w mojej głowie był Liam. Było to co najmniej dziwne, bo nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, żeby jakiś chłopak tak na mnie wpłynął, oprócz Zayna, a przecież tylu facetów stąpa po tej ziemi!
  Po raz kolejny otrząsnęłam się, gdy w bibliotece znaleźli się inni studenci, czekający aż ich ,,obsłużę''. Musiałam pozostawić swoją wyobraźnie oraz głupie pytania i wrócić do swojej pracy.
  Wtem zauważyłam Taylor. Trzymała jakiegoś umięśnionego chłopaka za rękę i oboje pobiegli schować się pomiędzy regałami. Musiałam znaleźć książkę, znajdującą się niedaleko nich, więc ukradkiem spojrzałam co tam robią. Byłam cholernie zszokowana, gdy dostrzegłam, że są pochłonięci wtykaniem sobie języka do ust! Ohyda! Dodatkowo, Tay przecież była dziewczyną Liama! Jak ona może mu to robić? Przyprawia mu rogi swoim zachowaniem!
                                                         ***
  Wróciłam do domu. Zjadłam przygotowaną przez siebie zupę i usiadłam na kanapie, w salonie. Włączyłam telewizor, który tak naprawdę był jedynie tłem. Wciąż przed oczami miałam parę, całującą się między regałami. Nie wiedziałam co zrobić z moją wiedzą. Czy powinnam oznajmić Payne'owi, jaka naprawdę jest jego ukochana? Czy mogłam wtrącać się w czyjeś sprawy, skoro sama nie lubię, gdy ktoś wtyka swój nos w moje?
  Postanowiłam zapytać o to Hazzę. Kiedy przyszedł, nalałam nam coś do picia i opowiedziałam o bogaczu, którego miałam za złego człowieka, a następnie o wydarzeniu, które miało miejsce podczas jednej z dzisiejszych przerw. Odczekał spokojnie, aż wszystko z siebie wyrzucę.
- Jak myślisz.. Powinnam mu powiedzieć? To jego dziewczyna! Nie może robić mu czegoś takiego! To jest okropne! - machałam dłońmi w powietrzu. - Proszę, doradź mi. Mam wrażenie, że będziesz wiedział co zrobić.

______________________________________________
Od autorki: Nawet nie wiem co mam powiedzieć, odebrało mi mowę. Pojawiło się tyle miłych komentarzy i opinii, że nic tylko usiąść i płakać ze wzruszenia! Jesteście niesamowici, dziękuję, że tutaj wpadliście i poświęciliście czas na moje wypociny. Fajnie, że jesteście :)
 Muszę was przeprosić, bo byłam tak zabiegana jeśli chodzi o bloga, że zupełnie zapomniałam, iż ,,Your choose'' jest źle i powinno być ,,Your choice''. Poprawiłam to już. Myślę, że się nie gniewacie o to :)
 Co do nowego rozdziału (który dodałam dziś, bo jutro pewnie nie będę miała czasu - wiecie, nauka i te sprawy). Jak wam się podoba? Spodziewaliście się, że Liam okaże się być jedynie wytworem wyobraźni w śnie Kath? Co powiecie na zachowanie Liego wobec Katherine w bibliotece? Jak myślicie, co odpowie Hazza? Czekam na wasze komentarze! Mam nadzieję, że będzie ich równo dużo, co pod pierwszym rozdziałem! A teraz nie zanudzam was więcej. Miłego dnia, misiaczki. x

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział pierwszy

Za nim poznacie moją opowieść z pewnością chcielibyście dowiedzieć się co nie co o mnie. Przejdę więc teraz do przedstawienia swojej krótkiej historii.
  Jestem Katherine Tomlinson. Mam dziewiętnaście lat. Wychowywałam się w sierocińcu, gdzie rodziców zastępowały mi liczne zakonnice, które kocham całym swoim sercem. Jak to w ogóle się stało, że tam trafiłam, zapytacie. Otóż ojciec zostawił mamę, a ta zaczęła pić. Coraz więcej, coraz więcej, coraz więcej.. Aż w końcu odebrano jej prawa rodzicielskie, a my musieliśmy trafić do bidula. Musieliśmy? Ach, tak. Mam rok starszego brata, Louisa. Jest dla mnie wielkim wsparciem i oboje nawzajem sobie pomagaliśmy, tracąc po kolei rodziców.

 
Żyło nam się dobrze. Uczyliśmy się, bawiliśmy się z innymi dzieciakami, dorastaliśmy.. Aż w końcu Lou osiągnął pełnoletność, podczas gdy mnie, brakowało do niej prawie roku. Chłopak obiecał, że będzie przesiadywał u mnie codziennie, znajdzie dla nas mieszkanie, zacznie pracować i zarabiać. Może kogoś spotka i zaangażuje się w związek. Cieszyłam się, ale mimo wszystko, wolałam kiedy był tu na stałe, a ja mogłam go mieć dla siebie dwadzieścia cztery godziny na dobę.
  Rok minął zadziwiająco szybko. Z płaczem przytulałam każdą znaną mi zakonnicę, dziękując za te osiem lat opieki nade mną. One również płakały. W końcu jednak kazały mi zmykać, bym mogła wreszcie ruszyć w swoją stronę. Z słowami  powodzenia kochanie wyszłam na zewnątrz przepięknego miasteczka Doncaster, które znałam jak własną kieszeń. Louis czekał na mnie w samochodzie wraz z swoją partnerką, Alice. Poznałam ją kilka miesięcy temu. To bardzo porządna dziewczyna z kulturą. Potrafi być również bardzo rozrywkowa. Od razu ją polubiłam. Teraz oboje mieszkają razem, a ja miałam zająć trzecie miejsce w niedużym domku na przedmieściach.
  Było fajnie. Strasznie się cieszyłam, że mogę z nimi pomieszkiwać. Dodatkowo brat i jego dziewczyna, znaleźli mi pracę. Zostałam bibliotekarką w jednym z tutejszych uniwersytetów (w czasie wakacji pracowałam dorywczo). Poznałam dzięki temu swoją najlepszą przyjaciółkę Emily oraz jej cudownego chłopaka Nialla, a także Harry'ego, który szybko stał się powiernikiem moich sekretów.
  Nadszedł okres, w którym dostrzegłam, że źle czuję się u brata. Jego pieszczoty wobec Alice w moim towarzystwie wprawiały mnie w wymioty i obrzydzenie. Po prostu im zazdrościłam. Przy okazji zrozumiałam również, że najwyższy czas dać im trochę przestrzeni. Bałam się, że od kiedy z nimi zamieszkałam, oddaliłam ich od siebie, choć ciągle zaprzeczali, by coś takiego miało miejsce. Pomimo ich zapewnień, że w niczym nie przeszkadzam, zaczęłam szukać mieszkania. Miałam odłożone trochę pieniędzy, więc nie martwiłam się kosztami. Podczas drugiego dnia poszukiwań, w końcu trafiłam na odpowiedni kącik dla mnie. Był położony w przepięknej okolicy, usłanej zielonymi drzewami i kolorowymi kwiatami. Wydawał się co prawda bardzo mały, ale zdecydowałam się na niego od razu.
  Po dwóch tygodniach wszystko było gotowe. Mogłam się przenieść do mojego mieszkania, które okazało się świetne. Posiadało trzy pokoje; salon i dwie sypialnie, dwie łazienki, kuchnię oraz mały taras i ogród. Było wprost perfekcyjne! Przytulne gniazdko tylko dla mnie!
  Już w pierwszy dzień sąsiedzi bardzo mile mnie przywitali, pytając czy czegoś mi nie trzeba lub przynosząc jakieś smakołyki. Właśnie wtedy poznałam swoją pierwszą miłość, z którą jestem prawie rok. Był nim wysoki, czarnowłosy chłopak, dwa lata starszy ode mnie. Jego oczy były obramowane gęstym wachlarzem czarnych rzęs i miały kolor piwny. Kiedy się uśmiechał, miękły mi nogi. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, o ile jest to w ogóle możliwe. Nadal zastanawiam się, jak mógł obdarzyć mnie takim samym uczuciem, podczas kiedy ja jestem taka zwykła, a on bogiem seksu.
  Niestety ostatnio coś między nami się zmieniło. Mój przepiękny Mulat zaczął z coraz większą chęcią sięgać po alkohol. Przychodził do mnie pijany. Wiele razy mnie bił, krzycząc, że jestem suką, bo nie daję mu się zgwałcić. Oczywiście uprawialiśmy regularnie seks, ale nie miałam najmniejszej ochoty robić tego z nim, kiedy w jego żyłach płynie ta cholerna wódka, wymieszana z piwem.. Pewnie ciekawi was, jak na to reagowałam. No cóż.. Bolało. Przypominał mi moją matkę, która stała się dla mnie nikim, po tym jak trafiliśmy do bidula, a ta ani razu nas nie odwiedziła. Pomyślicie, czemu się z nim jeszcze nie rozstałam? Otóż następnego dnia wracał z kwiatami w ręku lub innym małym podarunkiem, przepraszając mnie. Przez kilka dni opiekował się mną, a ja nie mogłam go zostawić. Wciąż mocno go kocham i wiem, że po naszym rozstaniu, rozpadł by się na malutkie kawałeczki, zupełnie jak ja. Czułabym ciążącą pustkę przez resztę swoich dni.
                                                          ***
  Znacie już moją przeszłość, teraz więc mogę przejść do swojej historii.
  Obudziłam się, podchodząc do okna. Pogoda za nim była przepiękna. Słońce wychodziło zza horyzontu, a na niebie nie można było dostrzec żadnej chmurki. Westchnęłam, czując na sobie ciepłe promienie. Nowy rok szkolny! Wreszcie będę mogła wrócić do swojej pracy bibliotekarki. Miałam już dość wyprowadzania psów, sprzątania mieszkań i chodzenia staruszkom po zakupy.
  Zeszłam na śniadanie. Przygotowałam płatki i zaczęłam je pochłaniać, zasiadając do stołu. Następnie wróciłam na górę, by coś na siebie włożyć. Dzisiejszego dnia postawiłam na czarne rurki oraz białą bokserkę i malinowy sweterek. Ubrana, ruszyłam do łazienki. Musnęłam rzęsy tuszem, a włosy związałam w kucyka. Załatwiając swoje sprawy fizjologiczne, złapałam za torebkę i ruszyłam na dół. Zamknęłam drzwi na klucz.
  Ledwo wyszłam za furtkę, a już dostrzegłam obok siebie Zayna. Uśmiechał się pięknie. Ucałował mój policzek i oparł się o murek.
- Idziesz do pracy? - zapytał.
- Rozpoczął się nowy rok szkolny, czas powrócić do bibliotekarstwa! - wykrzyknęłam uradowana.
- Kocham te chwile, kiedy tryskasz radością - mruknął mi do ucha, dotykając swoimi wargami mojej ciepłej skóry.
  Przeszedł mnie dreszcz, przyjemny dreszcz.
- Jesteś uroczy - zaśmiałam się. - A ty? Nie idziesz dziś do pracy? - spojrzałam mu w oczy.
- Wziąłem sobie wolne. Popołudniu idę z chłopakami na piwo - wzruszył ramionami.
  Wzdrygnęłam się. Znów ta obawa przed jego straszliwym obliczem, atakami oraz zadającymi większy ból niż uderzenie w policzki, słowami. Pokręciłam głową, wzdychając.
- Jeśli się upijesz, wróć do domu. Nie przychodź do mnie, dobrze?
- Obiecuję, że będę grzeczny - posłał mi swój chytry uśmieszek. - Leć, bo się spóźnisz. Miłego dnia, skarbie - ucałował moje czoło i wrócił do domu.
  Ruszyłam w kierunku szkoły. Z jednej strony byłam cholernie szczęśliwa. Biorąc sobie wolne, wstał wcześnie specjalnie dla mnie, by życzyć mi miłego dnia, a bardzo dobrze wiem, jak kocha długo spać. Niestety z drugiej, bałam się dzisiejszego wieczora. Zawsze obiecywał mi, że kiedy nie będzie w stanie nad sobą panować, nie będzie do mnie przychodził, a kończyło się na moim płaczu w poduszkę, podczas gdy ten, spokojnie spał w moim łóżku. Oby jakimś cudem, dotrzymał danego mi słowa.
  W końcu dotarłam. Na progu zauważyłam Harry'ego. Odsłaniając swoje piękne, bielutkie ząbki, podszedł do mnie i wziął w swoje duże ramiona. Owinęłam ręce wokół jego talii, wdychając przepiękny zapach jego perfum.
- A teraz mów co się stało - odezwał się, odrywając od mojego ciała.
- Co? Nic. Przecież jestem szczęśliwa - mruknęłam, śledząc jego wyraz twarzy.
- Katherine, zawsze ściskasz mnie mocniej, kiedy coś jest grane.
  To była całkowita prawda. Przytulenie się do mojego przyjaciela, dodawało mi otuchy, zwłaszcza, kiedy mocniej go obejmowałam, chcąc na chwilę dać upust swoim emocjom i zmartwieniom.
- To znowu Zayn, racja? - powiedział, kiedy dłuższy czas nic nie mówiłam.
- Idzie dziś pić z kolegami - westchnęłam, ale zaraz na powrót wyprostowałam się. - Spokojnie, obiecał wrócić prosto do domu, jeśli straci nad sobą kontrolę.
- Ile razy ci to obiecywał, a potem dzwoniłaś do mnie zapłakana, hmm?
- Ufam mu.
- Może na wszelki wypadek wpadnę do Ciebie? Obejrzymy razem jakiś film - zaproponował. Bał się o mnie.
- Nie, Harry. Jeśli przyjdzie i cię zobaczy, będzie wściekły. Nie pozwolę, żeby zrobił ci krzywdę, rozumiesz? - złapałam go za dłoń.
- Och, jasne, a ciebie może sobie krzywdzić do woli? - prychnął.
- To nie jego wina. Alkohol mąci mu w głowie - wytłumaczyłam. - A teraz przepraszam, muszę już iść. Ty również powinieneś. Za dziesięć minut rozpoczynają się zajęcia.
- Jeszcze do tej rozmowy wrócimy.
  Podążyłam ku bibliotece. Wyciągnęłam z torebki klucz i otworzyłam nim drzwi. Następnie usiadłam na obrotowym krześle, znajdującym się przed biurkiem. Swoją torebkę położyłam obok.
- Kath! - zawołała Emily.
- Jestem, jestem - odpowiedziałam, czekając na wejście dziewczyny.
- Cześć - rzuciła, wchodząc do pomieszczenia.
- Em wiem, że nie możesz się powstrzymać, by opowiedzieć mi o nowych, przystojnych kolesiach, ale proszę, masz zaraz lekcję.
- Nic się nie stanie, jeśli się chwileczkę spóźnię!
- To pierwszy dzień! Proszę, idź już.
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz! Wrócę tu na przerwie - obróciła się na pięcie i wyszła.
  Emily nienawidzi Zayna, zresztą jak większość moich znajomych, dlatego zawsze, gdy wpadnie w jej oko ktoś, kto podchodzi pod mój ideał, natychmiast mnie o tym informuje, sądząc, że rzucę Malika i zacznę się interesować nowym okazem. Była cholernie naiwna, myśląc, że coś takiego kiedykolwiek się wydarzy. Mimo wad mojego chłopaka, kocham go zbyt mocno, by dać sobie z nim spokój. Przywiązałam się do niego bardziej, niż ktokolwiek jest sobie w stanie wyobrazić.
  Kręcąc głową, wyciągnęłam z szuflady swoją książkę, której nie zdążyłam jeszcze przeczytać. Nosiła tytuł zmierzch. Sięgnęłam po nią tylko dlatego, że uwielbiam wampiry. Czytając jej początek, twierdziłam, że to zwykłe badziewie. Mimo to, zagłębiłam się dalej i okazało się, że historia Belli i Edwarda jest cudowna. Wampir i człowiek. Kocham to połączenie!
  Ślęcząc nad książką i dokładnie śledząc tekst, usłyszałam dzwonek. Cała lekcja zleciała jak z bicza strzelił. Dzieło Sthephenie Mayer pochłonęło mnie tak mocno, że nawet nie zauważyłam, kiedy ten czas tak szybko minął.
  Odłożyłam zmierzch na półkę i cierpliwie czekałam aż pojawią się nowi uczniowie. Byłam cholernie ciekawa kogo tu przywiało. Jacy są? Mili? A może bezuczuciowy i chamscy? Jak wyglądają? Kilka pytań krążyło w mojej głowie, aż ktoś nareszcie się zjawił. Była to chuda brunetka o brązowych oczach. Uśmiechnęła się do mnie nieśmiało i podeszła do biurka.
- Mogę prosić o atlas? Przyda się na kolejną lekcję - odparła.
  Podeszłam do odpowiedniego regału i znalazłszy to, czego szukałam, wróciłam na swoje poprzednie miejsce. Spojrzałam na dziewczynę, czekając aż oznajmi mi, jak ma na imię, lecz to się nie stało. No tak, jest nowa.
- Muszę zapisać na karcie, że coś wypożyczyłaś. Jak masz na imię? - odezwałam się.
- Przepraszam, zupełnie zapomniałam. Jestem Martina - odpowiedziała uprzejmie.
  Zaczęłam szukać odpowiedniej karty.
- Nie jesteś stąd, prawda? - zagadnęłam ją dla rozluźnienia atmosfery. Czułam, że to mój przywilej. Była zestresowana i przerażona.
- Nie. Przyjechałam tutaj z Hiszpanii. Nikogo tutaj nie znam - westchnęła smutno.
- Jestem Katherine. Patrz, znasz już kogoś - zaśmiałam się, dostrzegając jej imię.
- Jesteś zabawna - uśmiechnęła się szczerze.
  Zaznaczyłam na białej karcie znaczek i schowałam ją na swoje miejsce. Brunetka chwyciła w ręce atlas i spojrzała na mnie ciepło.
- Dziękuję - szepnęła, odchodząc.
  A więc jedna z nowych uczennic jest hiszpanką. Faktycznie, miała dziwny akcent. Jest szarą myszką, choć swoją urodą mogłaby łamać serca wielu chłopakom! Gdy zajrzy tu następnym razem, zaoferuję jej wspólne wyjście. Nienawidzę patrzeć jak nowi się tutaj męczą, nie umiejąc się odnaleźć.
  Zaraz za Martiną wbiegła zdyszana Emily. Usiadła na biurku, spoglądając na mnie z iskierkami w oczach. Miejmy to już za sobą, pomyślałam.
- No kogo tam masz? Indianina? A może to jakiś niewiarygodnie przystojny chińczyk? - rzuciłam, spoglądając w stronę drzwi. Akurat teraz, kiedy nie miałam najmniejszej ochoty słuchać przyjaciółki, nawijającej o chłopakach, nikt nie przychodził.
- Kath, błagam! Widziałaś kiedyś niewiarygodne przystojnego chińczyka? Oni wyglądają tak samo! - zaśmiała się, machając rękoma w dwie strony. - Nie wyobrażasz sobie nawet, jakie ciacha krążą po korytarzu. Żałuj, że musisz tutaj siedzieć i większość cię omija, ponieważ lamusy nie chodzą do biblioteki - stwierdziła, patrząc na mnie smutno.
- Doprawdy? - uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Ja to co innego! - oburzyła się.
- Jasne. Czy możesz już skończyć swój wywód? Ciągnie mnie do dalszych wydarzeń z życia Belli i Edwarda. Właśnie jestem na tym jak..
- Dość. Wiesz, że nienawidzę wampirów - wzdrygnęła się, przerywając mi. - Myślę, że mogę dla ciebie zdobyć kilka numerów telefonów.
- Hmm, jestem ciekawa jak na to zareaguje Niall.
- Nienawidzi twojego ukochanego, więc sam mi pomoże! - podniosła ton, górując nade mną. - Posłuchaj, jest nowy rok szkolny. Może czas poznać kogoś nowego?
- Zapominasz, że mam Zayna - mruknęłam. Miałam już powyżej uszu tego typu wypowiedzi.
- Uparta jak osioł! - pokręciła głową. - Dobrze, widzę, że cię irytuję. Jednak pamiętaj, że jak spotkasz kogoś, kto wpadnie ci w oko, to natychmiast daj mi znać. Chłopak będzie twój na sto procent - puściła mi perskie oko i wybiegła, za pewne na zajęcia.
  Na powrót wyciągnęłam swoją książkę. Wlepiłam swoje oczy w czarne literki, dokładnie analizując każde słowo.
  Szmer, odchrząknięcie.
- Przepraszam, zaczytałam się - odparłam, przenosząc wzrok na gościa.
  Przed sobą ujrzałam wysokiego oraz przystojnego szatyna o czekoladowych oczach. Włosy miał ułożone na jeża. Był ubrany w ciemne dżinsy i czarną bluzę. Wyglądał na bogacza. Z początku lustrował mnie wzrokiem, a następnie przemówił swoim uroczym głosem.
- Mógłbym prosić o Quo vadis? - spytał.
  Jak wcześniej powiedziałam, miał uroczy głos. Jedynie jego ton mi nie pasował. Wydawałoby się, że jego zdanie wypowiedziane było chamsko i od niechcenia.
  Ledwo powstrzymując się od niepatrzenia w jego nieskazitelne oblicze i brązowe tęczówki, ruszyłam do regału z książkami historycznymi. Znalazłszy mój cel, wróciłam za biurko. Wciąż stał w takiej samej pozie, niecierpliwie wyczekując mojego nadejścia.
- Dlaczego się tak guzdrzesz? - syknął.
- Jesteś niemiły. Nie jestem wampirem i nie posiadam szybkich ruchów - odburknęłam, zdobywając się na równie chłodny ton, co jego.
- Co mnie obchodzą jakieś wampiry? Daj mi tą książkę w końcu!
- Najpierw muszę poznać twoje imię.
- Och, jasne! I może jeszcze numer? Nie umówię się z tobą za żadne skarby!
- Nie chodzi mi o twoje imię, bo mi się podobasz kretynie! Muszę odznaczyć na karcie, że coś wypożyczasz - dodałam, uspokajając się trochę.
- Liam, Liam Payne - przewrócił oczami.
  Nie przeprosił. Palant!
- Możesz już iść. Tylko odnieś to po lekcji - rzuciłam mu złowrogie spojrzenie.
- Nie wiem czy osobiście się tu pofatyguje. Rzygać mi się chce jak na ciebie patrzę.
- Co? - wykrztusiłam.
- Siema! - krzyknął i wyszedł.
  Długo jeszcze wpatrywałam się w drzwi. Powinnam się przyzwyczaić, bogacze zawsze tacy dla mnie bywają. Dla biednej dziewczyny, której historii nie usłyszeli i nigdy nie było im dane jej poznać. Po Liamie spodziewałam się czegoś innego. Miał w sobie coś takiego, co mnie zahipnotyzowało. Mogłabym się w niego wpatrywać godzinami. Nigdy, oprócz swojego Zayna, nie spotkałam kogoś takiego. Wydawał się być dobry, ale wraz z wypowiedzeniem jego pierwszych słów, coś we mnie podpowiadało: zły.
  Postanowiłam dłużej nie zadręczać się tematem szatyna i spróbowałam powrócić do mojej lektury, ale nie mogłam się skupić. Przed oczami miałam jego oblicze. Och, błagam! Czemu tak bardzo wryło mi się w pamięć? Nigdy wcześniej tak nie miałam.
  Rozmyślając, usłyszałam dzwonek. Jak to możliwe, że ten czas tak szybko przeleciał? Ledwie co skończyła się pierwsza przerwa, a już zaczynała się druga!
  Pierwszą osobą, jaką pojawiła się w bibliotece, był nie kto inny jak Emily. Tym razem przywędrowała razem z Niallem, który przywitał się ze mną na buziaka w policzek.
- Co słychać? - zagadnął, obejmując w tali swoją ukochaną.
- Podczas lekcji przyszedł tu taki przystojniak. Nie widziałam nigdy wcześniej kogoś tak pięknego jak on. Ale wiecie co? Okazał się bogaczem, czyli inaczej mówiąc, dupkiem, który ma serce z kamienia - wyznałam, spoglądając w biurko.
- Kurczę, to nie fajnie, że ma taki charakter - zawiódł się blondasek.
- Może da się go jakoś zmienić! Zdobędę jego numer! Jak ma na imię? - Jak zawsze, pełna emocji przyjaciółka, biegała wokół mnie.
- Liam - odezwałam się cicho.
  I właśnie wtedy wszedł. Odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Nie dostrzegałam już w nich złości, tylko ból i cierpienie. Co się do jasnej cholery z nim dzieje? Jeśli teraz zacznie być dla mnie miły, wyjdę przed znajomymi na idiotkę!
- Dzięki - odrzekł oschłym tonem i rzucił mi książkę przed nos, po czym ulotnił się, spuszczając głową w dół i zakładając na nią kaptur.
- Dziwak - skomentowali równocześnie.
- I palant - dodałam, wzdychając.
 Na tej przerwie pojawiła się również Martina. Zaoferowałam jej spotkanie, ale odmówiła, twierdząc, że musi się bardziej zadomowić i pomóc rodzinie przy mieszkaniu. Mimo to, podziękowała za propozycję i chętnie zgodziła się wyjść innym razem. Dalsza część dnia minęła bez większych ekscytacji, ale wciąż nie mogłam wymazać z pamięci L.
                                                          ***
  Znów to zrobił. Zayn nie dotrzymał danej mi rano obietnicy i przyszedł do mnie pijany. Przelecę cię suko! krzyczał. Czułam jak spływają mi po policzku gorzkie łzy. A on nie przestawał. Rozbierał mnie, szepcząc mi do ucha mam ochotę na dziki seks. Wyrywałam się, szarpałam. Na marne, był tysiąc razy silniejszy ode mnie, zwłaszcza, że pracował jako trener na siłowni. Wtem spojrzałam na niego i nie mogąc dłużej znieść swojego cierpienia, które narastało wraz z kolejną chwilą, ugryzłam jego ręce, w których potrzasku się znajdowałam. Wykorzystując moment jego zajęcia się bolącymi miejscami, wybiegłam z domu, tak jak stałam. Na nogach miałam śmieszne papcie, o które łatwo było się potknąć, a moje ciało ocieplał jedynie malinowy sweter. Mimo to, biegłam przed siebie ile sił w nogach, zupełnie niczym się nie przejmując. No może jedynym. Gdzie mam teraz pójść? Wszyscy moi znajomi nienawidzą Malika, jak już wcześniej zdążyłam wspomnieć, więc gdyby dowiedzieli się o jego kolejnym ataku, mogłabym przyrzec, że mój ukochany wylądowałby za kratami. A przecież tego nie chciałam, prawda? Nie ważne jaką miałam za to płacić cenę.
  Z rozmyśleń wyrwało mnie zderzenie z czymś twardym. Upadłam na ziemię. Spoglądając na swoje brudne dłonie, otrzepałam je, przy okazji podnosząc się do góry i spoglądając na twarz osobnika, na którego wpadłam. Okazało się, że jest to nie kto inny, jak sam Liam Payne.

__________________________________________________________
Od autorki: Cześć kochani! Jak wam się podoba pierwszy rozdział opowiadania? Co sądzicie o wyglądzie bloga? Czego spodziewacie się po nowym rozdziale? Czekam z niecierpliwością na wasze komentarze! Dołączajcie również do obserwowanych bloga, by dostawać powiadomienie o nowych notkach! Jeśli chcecie, pozostawcie również swoje tt, to będę was osobiście zawiadamiać. Na razie to właściwie nie mam nic więcej do powiedzenia. Mam nadzieję, że opowiadanie przypadnie wam do gustu. I przepraszam, że niektórzy z was zdążyli już przeczytać ten rozdział wcześniej, przez moją nieuwagę. No cóż, hope you enjoy it. x

Wstęp

Tytuł: Your choice, czyli Twój wybór.

Opis: Osierocona dziewczyna wiedzie spokojne życie jako bibliotekarka na uniwersytecie, u boku swoich przyjaciół, brata oraz chłopaka. Wszystko jednak staje na głowie, gdy poznaje Liama Payne'a. Stanie przed nie lada wyborem. Co zadecyduje o jej wyborze i jak dalej potoczą się losy Katherine Tomlinson, dowiecie się z kolejnych rozdziałów.

Miejsce akcji: Doncaster.

Czas dodawania rozdziałów: Będą się pojawiać co 2, 3 lub 4 dni.

Od autorki: Witajcie moi drodzy. To już mój trzeci z kolei blog. Poprzednie możecie znaleźć, klikając na mój profil, znajdujący się po prawej stronie. Ostatnim razem opowiadanie było o homoseksualistach. Czas teraz na coś bardziej realistycznego, co, mam nadzieję, przypadnie wam do gustu. Tutaj chłopaki nie są sławnym boysbandem, podbijającym serca milionów dziewczyn na całym świecie, a zwykłymi ludźmi. Jeśli spotkacie się z nieprawdziwymi faktami (np. odłącznie studiów) nie przejmujcie się. Na potrzeby opowiadania, wprowadziłam trochę fikcji. Liczę z waszej strony na szczere komentarze oraz opinie. Najbardziej ciekawi mnie zdanie moich stałych czytelników, więc nie wstydźcie się i walcie do mnie śmiało! Chyba powiedziałam już wszystko, także zapraszam na pierwszy rozdział!

Bohaterowie (liczba w nawiasie oznacza wiek):


Katherine Tomlinson (19)
Zayn Malik (21)
Liam Payne (19)
Harry Styles (20)
Louis Tomlinson (20)
Niall Horan (20)
Emily Forbes (20)
Alice Johnson (20)
Taylor Swift (19)
Martina Stoessel (19)